wtorek, 25 grudnia 2012

Rozdział 6.

Rozbudziłam się dość wcześnie, zerknęłam na zegarek na którym wskazówka pokazywała szóstą. Nie czułam się wypoczęta, okropnie bolała mnie głowa i miałam zaropiałe oczy. Nadszedł wreszcie ten dzień, dzień w którym miałam wyjść z tych białych czterech ścian przesiąkłych zapachem chemikaliów i pleśni. Rozejrzałam się po pokoju i poczułam kropelkę spływającą po prawym policzku. Zamknęłam oczy i spróbowałam wymazać wszystkie myśli, ale one i tak sprowadzały mnie do sytuacji z mojego snu, który przeżyłam kilka godzin wcześniej. Dominic. We własnej wyobraźni sprawiłam, że moje największe marzenie się spełniło. Był tak blisko, czułam jego zapach, jego dotyk, słyszałam jego szept. Dotknęłam palcem ust, na których złożył swój pocałunek. Czułam się dziwnie, zdawało mi się, że zwariowałam. Fantazjowałam o chłopaku mojej przyjaciółki, która chyba by mnie zabiła, gdyby się o tym dowiedziała. Była przecież w niego tak wpatrzona, że nie zdołałaby się nim podzielić. Wzięłam głęboki wdech, aż zakręciło mi się w głowie.

-Wszystko w porządku? – usłyszałam głos Emily, która potrząsnęła moje ramię.

Zlękłam się, szybko otworzyłam oczy i wlepiłam w nią wzrok. Jak mogłam nie zauważyć, że weszła?

-Tak, okej. – podniosłam się i usiadłam obok niej na łóżku. – To już dziś.

Uśmiechnęłyśmy się do siebie.

-Tak, wreszcie będziemy mogły cieszyć się wakacjami tak jak należy.

-Co tu robisz tak wcześnie? – uświadomiłam sobie, że jest dopiero kilka minut po szóstej. – O ile dobrze pamiętam, oświadczyłaś mi na początku wakacji, że przez wszystkie te tygodnie będziesz wstawać z łóżka nie wcześniej niż o jedenastej. – zaśmiałam się i uderzyłam ją lekko w ramię.

-Chyba zwariowałaś, że przegapię tak ważną chwilę w życiu mojej przyjaciółki – oddała mi, jednak ciut mocniej. – Wychodzisz na wolność kobieto, mimo, że nie siedzisz tu długo, jestem już zmęczona ciągłym myleniem drogi do ciebie. Zawsze kieruję się do twojego domu.

Pokręciłam głową i oparłam się o jej ramię. Emily miała problemy z poruszaniem się w terenie. Kiedyś nawet próbowałam jej rysować mapki jak dojść do jakiejś restauracji czy sklepu, ale nigdy to nic nie dawało. Wiedziałam jednak, że wkrótce na jej urodziny kupię jej GPS.

-Witam panno Russueu. – odkręciłam się w kierunku drzwi, w których stał doktor. – Za pół godziny zapraszam do gabinetu na zdjęcie szwów.

-Dobrze, zjawię się. – odpowiedziałam kiwając głową. – Czy będzie ktoś mógł mi potowarzyszyć? – Nie miałam jeszcze pojęcia, kogo mogłam tam zabrać, ale na wszelki wypadek zadałam to pytanie.

-Oczywiście. A więc do zobaczenia.

Emily spojrzała na mnie z przerażeniem.

-Chyba nie myślałaś o mnie?

-Oczywiście, że nie. Jedyne osoby o których mogłam pomyśleć to nasi przyjaciele z Muse. – poklepałam ją po łopatce.

Zobaczyłam, jak twarz Emily nagle zbladła.

-No właściwie to chciałabym z tobą na ten temat porozmawiać.

Przełknęłam głośno ślinę, lecz miałam głęboką nadzieję, że moja przyjaciółka tego nie usłyszała.

-Słucham.

Spojrzała na podłogę i westchnęła.

-Co myślisz o Dominicu? – spytała po długiej chwili namysłu.

Jest przefantastycznym facetem, bogiem, powietrzem, wspaniały, słodki… Jednak zanim to powiedziałam, ugryzłam się w język.

-Hmm.. – wyrzuciłam z głowy wszystkie te epitety. – Zdaje mi się, że jest dość miły i można mu zaufać, a przynajmniej mi się tak zdaje. Nie znam go tak dobrze jak ty, ale z obserwacji wydaje się naprawdę dobrym człowiekiem.

Próbowałam nie przesłodzić tej wypowiedzi, ale po części była to prawda. Nie znałam go tak dobrze jak moja przyjaciółka, co bardzo mnie bolało, ale zmienić tego nie mogłam. Miałam po prostu za miękkie serce.

-Aha. – nie powiedziała nic więcej. Znów spojrzała na podłogę i siedziała tak przez dłuższą chwilę.

-Co się stało? – zaczęłam rozmowę od nowa z nadzieją na wyczerpującą odpowiedź. Jednak ona zamiast tego zaczęła szlochać. Odruchowo przytuliłam się do niej i pogłaskałam po ramieniu.

-Pokłóciłam się z nim. – odpowiedziała wreszcie zmienionym, nosowym głosem. – Nie jestem pewna, ale chyba ze mną zerwał. – po tych słowach wtuliła głowę w moją szyję i zaczęła głośnio płakać. Szczerze nie wiedziałam w tym momencie co czuję. Zdawało mi się na początku, że to satysfakcja i radość, ale potem zmieszałam się. Jak mogłam tak myśleć, skoro moja przyjaciółka cierpiała właśnie z tego powodu, z którego ja się cieszyłam. Nie mogłam jej tego zrobić, mimo wszystko wykorzystanie tej sytuacji byłoby dobrym pomysłem.

-Skąd wiesz, że z tobą zerwał? – postarałam się o troskliwy ton głosu. – Dlaczego mówisz, że ci się tak wydaje?

Oderwała głowę ode mnie i usiadła prosto, jednak nie spojrzała mi w twarz.

-Chodzi o to.. – przerwała. – Chodzi o to, że ja to zaczęłam.

Zaskoczyła mnie tą odpowiedzią, lecz nie chciałam tego po sobie poznać.

-Ale co było tego powodem? – tym razem zmusiłam się to spokojnego głosu.

Wzruszyła ramionami.

-Opowiem tobie to dokładnie. – zaczęła, wciąż patrząc w dół. – Wczoraj kiedy po koncercie poszliśmy do niego do domu zachowywał się jakoś dziwnie. Miałam uczucie, że nie miał najmniejszej ochoty na mnie patrzeć, a co dopiero rozmawiać. Nie było to miłe, więc zapytałam się o co chodzi. Odpowiedział, że nic, ale ja i tak nie dałam za wygraną. Zaczęłam naciskać i w końcu wyjawił, że od początku zdawało mu się, że nam nie wyjdzie, nie jest pewien czy możemy być nadal razem i czy w ogóle ma to sens. Wtedy wybiegłam z jego domu i wróciłam z płaczem do siebie. Wiem oczywiście, że gdybyś nie leżała w szpitalu, poszłabym wtedy do ciebie. Od tamtej pory ze sobą nie rozmawialiśmy, zdaje mi się, że mnie już nie kocha, albo co najgorsze, nie kochał mnie od początku, bawił się mną. Co mam teraz zrobić? Błagam, pomóż. Jesteś moją jedyną nadzieją.

Mętlik w głowie nie pozwalał mi się skupić. Co miałam jej poradzić? Powiedzieć „och daj spokój, faceci to faceci, nikt ich nie zrozumie, zapomnij o nim”, pobiec do niego i złamać serce własnej przyjaciółce? A może coś w stylu „będzie okej, kłótnie zdarzają się w związkach, ale to jedynie was wzmocni”. Postanowiłam wybrać inną opcję.

-Może pogadaj z nim? – zaproponowałam.

-Chyba sobie żartujesz – parsknęła śmiechem. – Nie mam zamiaru się do niego odzywać. Nie dam rady, wiem, że połknę język i zacznę płakać jak bóbr. Nie chcę się po raz kolejny kompromitować.

-Może ja z nim pogadam? – usłyszałam pytanie, ale dopiero po chwili doszło do mnie, że sama je zadałam.

-To genialny pomysł. – odpowiedziała Emily zanim ja zdążyłam wycofać swoją propozycję. I co teraz? Wpakowałam się w coś, z czego nie dam rady wyjść i będę musiała to zrealizować. Co mu powiem, jak wytłumaczę to wszystko? Nie miałam teraz głowy do tego, przede mną miałam jeszcze spotkanie z lekarzem. – Jesteś wspaniała, super. – pochyliła się i jeszcze raz mnie przytuliła.

-Czy przypadkiem nie powinnaś już iść na to całe zdjęcie szwów? – razem z Emily podskoczyłyśmy i zerknęłyśmy na drzwi. Stał tam Matt z szerokim uśmiechem na twarzy.

Wstałam z łóżka i podeszłam do niego.

-Właśnie się tam wybierałam. – stanęłam tuż obok niego. – Widzisz, tak zwlekam, bo nie chcę sama tam iść.

-No to idziemy. – spojrzał na Emily. – Idziesz?

Pokręciła głową.

-Idźcie, będę tu na was czekać.

-Nie zapytasz się, jak było na koncercie? – zagaił Matt, niezadowolony z ciszy, jaka nastała. Szliśmy korytarzem szpitalnym w kierunku gabinetu zabiegowego. Bałam się i nie miałam chęci na pogaduchy.

-No więc jak było?

-Było genialnie, zagraliśmy pięć piosenek i dostaliśmy za to kasę. Szkoda, że ciebie tam nie było, wymiataliśmy. Po koncercie poznałem pewną dziewczynę, nazywa się Gaia. Prześliczna i przeurocza istota. – westchnął teatralnie. – A co u ciebie?

Zachichotałam.

-A jak może być u mnie? Leże w szpitalu, ale dziś jest lepiej, ostatni dzień.

Znaleźliśmy się tuż przy drzwiach do gabinetu. Matt otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. Doktor siedział przy biurku w białym fartuchy. Pokoik był mały i było w nim duszno. Przy oknie stało włąśnie biurko, na nim komputer i sterta papierów. Tuż obok nas stał fotel z oparciem na nogi, niedaleko niego półki, zlew i inne rzeczy, na które nie miałam ochoty patrzeć. Lekarz gdy nas zobaczył wskazał na dwa krzesła po drugiej stronie biurka.

-Ach, pani Russueu, panią poproszę na ten fotel.

Złapałam mocno za rękę Matta i skrzywiłam się. Z jednej strony chciałam tego, z drugiej nie za bardzo. Bałam się jakiegokolwiek rodzaju bólu. Skierowałam się ku szaremu meblowi i usiadłam na nim kładąc głowę na oparciu. Matthew przycupnął na krześle obok fotela i złapał mnie za rękę. Uśmiechnął się do mnie i wymruczał coś pod nosem, zdawało mi się, że było to: „dasz radę”. Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na doktora, który kręcił się przy zlewie. Słyszałam dźwięki uderzania metal o metal co jakiś czas, a to psiknięcie i trzaskanie drzwiczek. Po kilku minutach mężczyzna odkręcił się do mnie. Miał miły wyraz twarzy i był dość przystojny. Tak na oko wyglądał na trzydzieści lat. Był wysoki, szczupły i zadbały, co sprawiało, że nie pasował do tego miejsca. Zdjął przypinkę bandaża i zaczął odwiązywać i zdejmować go z mojego czoła. Po chwili zaczęłam czuć lekki odór krwi, który, gdybym stała, zwaliłby mnie z nóg. Gdy do końca odplątał opatrunek, położył go na stoliczku obok fotela i wziął do ręki gazę namoczoną jakąś cieczą. Po zdezynfekowaniu mojej rany zaczął zdejmować szwy. W tym momencie dziękowałam Bogu, że nie jestem na miejscu Matta, który siedział wpatrzony w każdy ruch doktora. Ja dawno bym się zrobiła zielona na twarzy i z ręką przylepioną do ust wybiegłabym z gabinetu w poszukiwaniu najbliższej toalety. Poczułam lekkie uszczypnięcie, a potem pieczenie. Nie był to ból, którego się spodziewałam, ale to nie znaczy, że było przyjemnie. Po kilku minutach ciszy i uciskania co jakiś czas dłoni Matta, lekarz położył przyrząd na stojaczek i uśmiechnął się.

-Niech twój przyjaciel powie, - zwrócił się do bruneta, któremu nadal miażdżyłam palce. – prawda, że bardzo ładnie się zagoiło?

Odkręciłam głowę w kierunku mojego towarzysza oczekując jego odpowiedzi.

-Jasne, wszystko super. Zobaczysz, niedługo już będziemy mogli biegać po plaży i skakać do wody. – powiedział z uśmiechem, który właśnie wrócił na jego twarz. Westchnęłam krótko, zadowolona, że to już po wszystkim.

-Dobrze, ja lepiej nie mogłem tego ująć. – zaśmiał się lekarz, klepiąc Matta po ramieniu. – Panno Russueu, proszę pamiętać o przemywaniu rany rano i wieczorem przez trzy następne dni, dobrze?

Kiwnęłam głową i zeszłam z fotela. Doktor uścisnął nam ręce i wyszliśmy z gabinetu.

-Ach, będziesz musiała poznać Gaię, czy wspominałam, że to genialna dziewczyna? Jest chyba trochę podobna do ciebie, z wyglądu, bo charaktery macie przeciwne.

Czyli jest taka jak Emily? Tak? Weszliśmy do pokoju w którym leżałam. Emily siedziała na sofie otoczona walizką i kilkoma siatkami.

-Co to? – zapytałam. – Spakowałaś mnie? Nie mam z kim wrócić do domu, mama jest w pracy, a tata wrócił już do Londynu.

Moja przyjaciółka wstała i podeszła do mnie.

-Kochana, Matt cię podwiezie. Przyszedł, bo ja go o to poprosiłam. No a że przyszedł wcześniej, to załapał się też na wizytę w zabiegowym. – zerknęła na moją skroń. – Nie jest tak źle, wreszcie wracasz do domu.

Tak jak Emily powiedziała, pomogli mi znieść wszystko na dół i zapakować do samochodu. Zanim odjechaliśmy załatwiłam wypis ze szpitala i pojechaliśmy do domu. Niecałe dwadzieścia minut później byłam już przed swoim gankiem.

-Jestem w domu – krzyknęłam z przyzwyczajenia, gdy przeszłam przez próg budynku. Pożegnałam się z moimi przyjaciółmi i jeszcze raz podziękowałam. Postawiłam swoją walizkę przy szafce na buty i weszłam do środka. Postanowiłam, że wypakuję wszystko później, na razie musiałam odespać we własnym łóżku. Gdy byłam już na trzecim stopniu naszych schodów, ktoś puknął mnie lekko w ramię.

-Nie przywitasz się? – zapytał Max, gdy się do niego odwróciłam.

-Jasne, że się przywitam. Po prostu nie wiedziałam, że jesteś w domu. – zeszłam ze schodów i poszliśmy do salonu. Usiadłam na sofie i zamknęłam oczy. Jak dobrze było być już w domu.

-Jak się czujesz? – usiadł obok mnie. – Widzę szwy zdjęte. Ładnie.

Zaśmiałam się.

-Tak, zdjęte. Czuję się dość dobrze, Matt i Emily mnie przywieźli. A jak ty się czujesz?

Wzruszył ramionami.

-Nic nadzwyczaj nienormalnego się nie dzieje. Wczoraj miałem małą kłótnię z ojcem, ale poza tym okej.

Nastała cisza. Max w pewnym momencie wstał.

-Może głodna?

-Nie dzięki. – również wstałam. – Jestem tak zmęczona, że zaraz zasnę na stojąco. Pójdę się przespać. Jakbyś miał gdzieś iść, nie bódź mnie i wróć o przyzwoitej godzinie. – przechodząc obok niego rozczochrałam mu włosy.

Gdy weszłam do mojego pokoju wzięłam głęboki wdech. Miałam chęć położyć się na łóżku i rozkoszować się miękkim materacem i ciepłą pościelą. Wyjrzałam przez okno. Jak to u nas lało za oknem. Złapałam za piżamę i przebrałam się, złożyłam swoje ubranie i położyłam na łóżku. Przymknęłam oczy i zasnęłam.

*** 

„Don't stop me now I'm having such a good time, I'm having a ball don't stop me now, If you wanna have a good time just give me a call” usłuszałam tekst piosenki “Don’t stop me now” Queen, którą miałam ustawioną jako bódzik do szkoły. Wstałam szybko i zszokowana zauważyłam, że to już dziesiąta. Dlaczego więc zadzwonił dzwonek? Zerknęłam na telefon i sprawdziłam, co się dzieje. Okazało się, że wczoraj Emily bawiła się moją komórką i poprzestawiała parę ustawień. Poszłam do łazienki doprowadzić się do stanu używalności. Spałam bardzo długo, bo wróciłam do domu około ósmej rano a wstałam na drugi dzień o dziesiątej. Byłam przykładem męki, jaką jest szpital dla człowieka. Ubrałam się w moją ulubioną tunikę i dżinsowe szorty. Zeszłam na dół, by zjeść śniadanie. Gdy weszłam do kuchni, zastałam w niej Emily bujającą się na obrotowym krześle przy barku.

-Co ty tu robisz? – zdziwiłam się. – Kto cię wpuścił do domu?

Zrobiła jeszcze jeden obrót na krześle.

-Max, przyszłam w tym samym momencie, co on wychodził, więc skorzystałam z sytuacji. – pokazała na blat. – Zrobiłam ci śniadanie.

Zerknęłam na jajecznicę, oczywiście na maśle, taka jaką zawsze lubiłam.

-Dziękuję. – zawsze robiła coś dla mnie, gdy czegoś chciała. – Więc jaka jest ta sprawa?

Zakręciła się raz jeszcze i wstała.

-Pamiętasz, co mi wczoraj obiecałaś?

-Nie przypominam sobie. – na serio, nie pamiętałam, abym wypowiadał wczoraj słowa „obiecuję”.

-No chodzi o Doma. – zaśmiała się. – Obiecałaś, że z nim pogadasz. Umów się dziś z nim, na jutro czy coś i wytłumacz mu, że go kocham i, że chcę wiedzieć, czy on też mnie kocha. Wytłumacz mu wszystko. Błagam, ja nie dam rady. Sama to wczoraj zaproponowałaś.

Ach, miałam nadzieję, że jednak o tym zapomni. Czyli musiałam to zrobić, ale nie chciałam dzwonić do niego przy niej. Jedynym wyjściem był plan szybkiej rozmowy przez telefon.

-Hmmm.. – przedłużałam. – No okej, jak już mi śniadanie zrobiłaś. Ale tak na serio, to jak się do niego dodzwonię i będzie miał czas to czemu nie. Ale opowiedz mi dokładnie, co mam mu przekazać.

Usiadła jeszcze raz na krześle i zrobiła następny obrót.

-Zacznij od tego, że go bardzo przepraszam. Poproś go, żeby ci wyjaśnił, czemu to wszystko powiedział. Co złego zrobiłam, na koniec zapytaj, czy mnie kocha i poinformuj go, że ja go bardzo. Po tym zdasz mi z tego relacje, ja wrócę do niego i wszyscy będą szczęśliwi.

Tak, wszyscy będą szczęśliwi, a zwłaszcza ja. Już widziałam w myślach ten mój uśmiech, to zadowolenie gdy on powie mi, jak bardzo ją kocha. Byłam w wielkiej kropce i nie wiedziałam, co mam zrobić.

-Okej. A teraz pozwól, że zjem swój pierwszy od kilku dni ciepły posiłek. – usiadłam na drugim krześle i zaczęłam jeść jajecznicę. Brakowało mi tego ciepła, które dawała każda gorąca potrawa. W szpitalu oczywiście byłam cały czas na kanapkach lub batonikach.

-To ja idę już, umówiona jestem z Tomem. Idziemy do kina, tak dla zabawy, na jakąś głupią komedię, bye. – dała mi buziaka w czoło i wyszła.

Gdy zjadłam, posprzątałam i sprawdziłam zawartość lodówki. Oczywiście nie było już ani soku, ani mleka czy nawet masła. Zakupy zawsze były na mojej głowie, więc sięgnęłam do najwyższej szafki w całej kuchni i wyjęłam pojemnik na ciasteczka. Wyjęłam z niego trochę pieniędzy. Wzięłam telefon i wyszłam z domu, zamykając go na klucz. Przeszłam powoli przez chodnik od schodów do siatki powoli, wspominając ten niefortunny wypadek. Wyjęłam moją komórkę i wybrałam „Dominic Howard” w kontaktach. Przykładając do ucha słuchawkę, miałam nadzieję, że nie odbierze.

-Halo? – usłyszałam jego głos, aż zabrakło mi tchu. – Hej Zoey.

Przełknęłam ślinę.

-Cześć Dom. Słuchaj, dzwonię do ciebie w pewnej małej sprawie.

Usłyszałam, jak się zaśmiał.

-Emily, tak?

-Tak. – odpowiedziałam krótko.

-Hmmm .. Możemy się jutro spotkać i o tym pogadać? Nie chcę cię naciągać na kasę.

Stanęło mi serce na pół minuty, ale musiałam się pozbierać. Miałam ważną sprawę do załatwienia, a nie chciałam zawieść Emily.

-Okej, to gdzie się spotkamy?

-Jutro przy barze na Heaven Street?

-Jasne, to do jutro.

-Pa. – rozłączył się.

Oderwałam telefon od ucha i przyłożyłam go do serca. Jestem z nim umówiona, z nim. Kawałeczek mojego marzenia miał się spełnić. Spotkamy się, tylko ja i on, ale było coś, co psuło mi tą satysfakcję. Musieliśmy rozmawiać na temat jego i Emily związku. Zamyślona szłam ulicą, aż w pewnej chwili wpadłam na kogoś i telefon wypadł mi z ręki. Gdy dotarło do mnie, co się stało, ktoś podał mi moją komórkę.

-Sorki, nie chciałem w ciebie wpaść. – odezwał się do mnie chłopak o głowę ode mnie wyższy, brunet o głowie pełnej loków z pięknymi zielonymi oczami. Uśmiechnął się do mnie i oddał mi telefon. – Nic ci nie jest?

-Nie, wszystko okej. To ja przepraszam, moja wina.

Spojrzał za siebie i potem znów odkręcił się do mnie.

-Jestem Aaron, Aaron Johnson. – przedstawił się podając mi rękę.

-Zoey Russeue, miło mi. – ścisnęłam mu dłoń.

-Słuchaj, spieszę się. – wyjął z kieszeni flamaster, przytrzymał moją rękę i przy kciuku zapisał kilkanaście cyfr. – Zadzwoń do mnie, a ja teraz muszę iść. Miło było na ciebie wpaść, Russueu.

Gdy odszedł, spojrzałam na numer, który mi zapisał. Wpisałam go do telefonu i wysłałam wiadomość. „Na ciebie również, Aaron.”

poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział 5.

Przetarłam twarz mokrą dłonią, aby nawilżyć bladą skórę. Przyglądałam się sobie w lustrze. Wyglądałam naprawdę źle, podkrążone i sine oczy, popękane usta i zadrapania na policzku. Ostatnio w takim stanie byłam, gdy w wieku 10 lat zostałam potrącona przez samochód. Przeżyłam, bo mężczyzna zdążył zwolnić, lecz i tak do szpitala trafiłam ze złamaną nogą i siniakami. Podejrzewano u mnie wstrząśnienie mózgu, ale na szczęście z moją głową było w porządku. Od tamtego czasu nienawidziłam szpitala, jego atmosfera i wygląd tylko pogarszał samopoczucie chorej osoby. Nie czułam się tu dobrze, samej mi się nudziło i każdy dzień się dłużył. Siedziałam już w tym miejscu dwa dni, z czego jednego nie pamiętam.

Tak samo od małego przeraźliwie bałam się bólu i brzydziłam krwi. Kiedyś, gdy mama skaleczyła się w palec nożem kuchennym i ja to zobaczyłam, zemdlałam. Jedyne co pamiętam z tamtego wydarzenia to ból ramienia od upadku na podłogę.

Nadal spoglądałam w moje odbicie. Włosy wciąż były związane w ten sam warkocz, który zaplotłam dwa dni temu. Na czole uciskał mnie bandaż z lekkim przeciekiem czerwonej krwi, który był zmieniany codziennie, aby rana szybko się goiła. Przybliżyłam rękę do ust, aby i ją ujrzeć w lustrze. Tak samo jak czoło była zawinięta w biały materiał, a rana bolała przy dotyku. Jeszcze raz przemyłam twarz zimną wodą i wróciłam do pokoju. Usiadłam powoli na łóżku, by zapobiec zawrotom głowy. Nie było ono zbyt wygodne, nawet sama Emily zaczęła by jęczeć i kłócić się, że dłużej tu nie zostanie. Tęskniłam za nią, kochałam ją, mimo, że zajęła tak wspaniałego chłopaka. Zazdrościłam jej nie tylko jego, ale też kochającej rodziny.

Znów wróciły do mnie wspomnienia sprzed dwóch dni. Zadawałam sobie non stop pytania: Czemu to właśnie do Dominica zadzwoniłam? Zdenerwowanie czy zbieg okoliczności? A może nie panowałam nad sobą i przyciskałam co popadnie? A czemu on został ze mną i siedział tu zestresowany moim stanem zdrowia? Nie powinien być wtedy przy swojej dziewczynie i miło spędzać z nią czas? Nie umiałam sama odpowiedzieć na te wszystkie pytania. W każdej wolnej chwili miałam je na myśli, ale od razu je odganiałam. Miałam ważniejsze sprawy i ważniejsze problemy. Nie mogłam rozpaczać z powodu jakiegoś tam chłopaka.

Wzięłam do ręki kubek z do połowy nalanym sokiem pomarańczowym i wypiłam wszystko jednym duszkiem. Przy okazji wzięłam telefon do ręki i sprawdziłam wiadomości, ale niestety niczego nie dostałam.

-Cześć kochanie. – odruchowo odłożyłam telefon i spojrzałam na drzwi. Stała w nich mama z Maxem, a za nimi tata. Bardzo ucieszyłam się na ich widok, a przede wszystkim taty. Nie widziałam go od dwóch miesięcy, bo gdy ostatnio nas odwiedził ja siedziałam w Newton Abbot na uczelni i wysłuchiwałam o najważniejszych narządach w organizmie człowieka. Tata był wysokim, muskularnym mężczyzną. Miał szczupłą twarz, czarne kręcone przy długie włosy, zielone duże oczy i okulary na nosie. Jak zawsze miał na sobie dżinsy i koszulę. Mój brat był bardzo do niego podobny, jedyną różnicą były ciemne oczy po mamie i spuchnięte powieki od nieprzespanych nocy. Miał na sobie czarne obcisłe spodnie i bluzę z kapturem, na której widniała nazwa jakiegoś zespołu. Mama zaś miała okrągłą twarz i krótkie włosy, a na policzkach widniały małe piegi. Uwielbiała sukienki w pastelowych kolorach, w których było jej do twarzy i pasowały do jej szczupłej sylwetki. Dziś też założyła sukienkę w odcieniu pastelowej pomarańczy. Wszyscy mówili, że jestem do niej podobna, gdyż też miałam dość okrągłą twarz i jasne blond włosy, tylko że moje sięgały poniżej połowy pleców.

-Hej słoneczko. – podszedł tata i pocałował mnie w czoło. Usiadł na moim łóżku, mama przycupnęła na krześle obok niego. Tylko Max stanął przy oknie i oparł się o parapet. Wydawał mi się zestresowany i czymś bardzo przejęty.

-Max, może byś się tak mógł z własną siostrą przywitać? – skarciła go mama, ale on nie odpowiedział, pociągnął jedynie nosem.

-Co się stało? – zapytałam zestresowana.

-Widzisz, znaleźliśmy dziś u twojego brata papierosa.

-Tak, to prawda. Ale to nie znaczy, że jest mój. Zaczęli na mnie krzyczeć. – odpowiedział wciąż wpatrzony w okno.

Tylko ja wiedziałam jaka jest prawda. Czasem myślałam, że robię źle nie mówiąc o tym rodzicom, ale z drugiej strony bym bardzo zraniła własnego brata, gdyby wszystko wyszło na jaw. Tak więc tkwiłam w błędnym kole.

-Mamo, Max ma rację. Za szybko wyciągacie wnioski. – obstałam za bratem.

Mama westchnęła i miała już coś powiedzieć, gdy tata złapał ją za ramię.

-Olivio, nie powinniśmy rozmawiać o takich rzeczach przy Zoey. Ona i tak ma już dużo swoich problemów. – zwrócił się do mnie. – Jak się czujesz?

-Ból głowy, nadgarstka, mdłości. Poza tym jest dobrze. – skłamałam. Nie czułam się dobrze ani fizycznie, ani psychicznie.

-To dobrze. – ucieszyła się mama. – Słuchaj, zastanawia mnie pewna rzecz, a raczej ktoś. Jak przyjechałam tu do ciebie wczoraj i przedwczoraj siedział tu pewien chłopak.

Zamurowało mnie. Zaczęły mi się trząść ręce.

-Nie wiem mamo o kim mówisz. – znów skłamałam.

Zamilkła na chwilę widocznie układając odpowiedź w swojej głowie.

-Przyjechał z tobą karetką taki blondyn, wysoki i przystojny. Jak tu był nawet mi się przedstawił. Niejaki Dominic, o ile się nie mylę.

Miałam chęć walnąć głową o ścianę.

-Ach, Dominic. Tak, to mój kolega, znajomy. – poprawiłam. – Chłopak Emily.

-Wydawało mi się, że jest tobą zauroczony. Patrzył na ciebie z taką troską.

Puściłam tą uwagę mimo uszu.

-Tato, opowiedz co nowego w pracy. – zmieniłam całkowicie temat, wiedziałam, że go załapią.

-Ach, bardzo dużo nowego się dzieje. – zaczął tata. – Tworzymy już nowe modele, nawet jeden jest w połowie moje projektu. Dostarczyli nam też ostatnio do firmy stare samochody do odnowy, bodajże z lat siedemdziesiątych i wcześniejszych. Naprawdę super, takie małe jeżdżące cudeńka. – zaświeciły mu oczy z zachwytu. – Poza tym ostatnio powiedziano nam, że chcą rozprowadzić naszą firmę na całe południowe wybrzeże, więc może też w Teingmouth. Było by naprawdę genialnie, bo wreszcie nie musiałbym was na tak długo zostawiać i wracałbym częściej do domu na noc.

Nie wyobrażałam sobie po tylu latach taty tak blisko. Oni nie mieli pojęcia o moim żalu do nich za całą przeszłość. Tak naprawdę ich życie w pracy zepsuło moje i Maxa dzieciństwo. On jednak nie przejmował się tym. Nie był nawet zainteresowany wizytą jego własnego ojca. Siedział właśnie na sofie i wpatrywał się w ekran telefonu, w ogóle nie słuchał opowiadań taty, był nieobecny. Ja jednak próbowałam przynajmniej udawać zainteresowanie i śmiałam się, gdy sytuacja tego potrzebowała. Oczywiście on wciąż z pasją opowiadał o tym, co się działo przez ostatni miesiąc i jakie ma plany związane z firmą. Mówił tak prawie pół godziny, aż wreszcie spojrzał na zegarek wiszący na ścianie.

-Olivio, jest już 16:00. Może pójdziemy coś zjeść?

-Oczywiście, też zgłodniałam. – wstała i spojrzała na swojego syna. – Max, idziesz z nami?

On jednak nie odpowiedział. Pokręcił jedynie przecząco głową. Rodzice wyszli i zamknęli za sobą drzwi od pokoju. Ja lekko zsunęłam się poduszkę i przyjrzałam się bratu.

-Fajnie jest być tym dobrym z rodzeństwa, co? – zapytał wstając i usiadł na krześle obok.

Przymrużyłam oczy.

-O co ci chodzi?

Spojrzał na moją chorą dłoń, złapał ją i ścisnął.

-Au. – poczułam kłucie i piecznie.

Puścił mnie i pochylił głowę.

-Właśnie taki ból czuję w sercu. – pociągnął nosem. – Nie masz zielonego pojęcia co czułem, gdy oni zaczęli z tobą robić…. Co robili.

-Ale o co ci chodzi? – powtórzyłam pytanie.

-To. – wyciągnął swoją lewą dłoń z kieszeni, która była równie zabandażowana jak moja. Powoli zaczął rozwijać biały materiał, aż moim oczom ukazały się głębokie rany. Odwróciłam natychmiastowo głowę i poczułam jak robi mi się niedobrze. Nie mógł tego robić. – Zoey, spójrz na mnie. – powiedział po kilku minutach.

-Nie, nie chcę na to patrzeć. – zamknęłam oczy.

-Ale ja już to zakryłem. – złapał mnie za zdrowy nadgarstek. – Błagam cię, tylko tobie mogę wszystko powiedzieć.

Odwróciłam się do niego powoli i spojrzałam mu w twarz. Miał łzy w oczach i wpatrywał się we mnie z powagą. Zrozumiał, że zawsze może na mnie liczyć i że nie ważne co się stanie, będę po jego stronie.

-Słucham? – uśmiechnęłam się do niego, aby dodać mu otuchy.

Przesiadł się na łóżko tuż obok mnie i znów spuścił głowę. Zobaczyłam jak na materiał jego bluzy z nadrukiem zespołu metalowego skapują pojedyncze łzy. Jak na siedemnastoletniego chłopaka był bardzo wrażliwy, bardziej niż nie jedna kobieta. To właśnie przez to zawsze mogłam rozróżnić mojego brata od narkomana.

-Widzisz, chciałbym ci opowiedzieć, co dokładnie zdarzyło się dwa dni temu. – zaczął bawić się palcami. Bardzo dobrze znałam ten odruch, gdyż sama go stosowałam w stresujących sytuacjach. – Kiedyś gdy zacząłem brać narkotyki spotkałem właśnie tych dwóch gości, Davida i Emila. Handlowali marihuaną i ja byłem ich regularnym klientem. Pewnego dnia znudziłem im się i uznali, że jeśli chcę towar, muszę coś dla nich zrobić. Ja jeszcze głupi zgodziłem się i spytałem czego by chcieli. Oni na to, że chcieli by mieć pistolety…

-I ty im powiedziałeś, że nasz tata kolekcjonuje broń palną. – dokończyłam za niego.

Pokiwał głową.

-Tak, niestety. – skrzywił się. – Ale później bałem się ukraść tacie tę broń i wreszcie oni sami zdecydowali się przyjść po zapłatę. Przyszli właśnie wtedy, gdy byłem sam w domu. Zaczęli się dobijać i mi grozić, więc wezwałem policję. Bałem się i zadzwoniłem też po ciebie. Ale nie przewidziałem tego, że przybiegniesz tak szybko i że oni cię dopadną. Wszystko się tak szybko działo i z mojej własnej głupoty mogłaś zginąć. Żałuję tego i przepraszam.

Zaszlochał.

-Ale jestem tu z tobą, cały czas. – odpowiedziałam spokojnie. Z drugiej strony mogłam mu zrobić wyrzuty, ale wiedziałam, że i tak już dużo miał na sumieniu. – Może popełniłeś parę błędów, ale nikt nie jest idealny.

Max uśmiechnął się blado.

-Jesteś złota. – nachylił się i objął mnie ramionami. – Dziękuję, że jesteś.

-Nie musisz za nic dziękować – odpowiedziałam i przytuliłam go mocno. On wtulił czoło w moją szyję i zaczął płakać. Siedzieliśmy tak chwilę, nie chciałam go od siebie odrywać, bo dobrze wiedziałam, że jest mu to potrzebne. Po kilku minutach odsunął się ode mnie, przetarł rękawem oczy i uśmiechnął się do mnie. Na ten widok poczułam ciepło w sercu.

-Tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu. – usiadłam na poduszce.

On jednak nie odpowiedział, tylko zadał pytanie.

-No to co ty wreszcie myślisz o tym całym Dominicu?

Zaśmiałam się i wzruszyłam ramionami.

-Co mam myśleć? – zmieszałam się. – to chłopak mojej najlepszej przyjaciółki, jest moim znajomym.

-Kłamiesz. – wyszczerzył się i szturchnął mnie palcem w brzuch.

Nie zdążyłam niczego powiedzieć, bo właśnie w tym momencie weszli rodzice. Mama trzymała w ręku torebkę foliową, w której było nowe opakowanie soku pomarańczowego i dwie kanapki. Spojrzała na mojego brata siedzącego na łóżku.

-Przeszkodziliśmy wam w czymś? – zapytała zdziwiona.

-Nie. – odpowiedział krótko Max, wstał i podszedł do okna.

Mama nie zwracając uwagi na jego zachowanie podeszła do mnie i usiadła na krześle.

-Przyniosłam ci obiad. – położyła zakupy na stolik nocny. – Nie wiedzieliśmy, czy możemy przynieść tu coś gorącego, więc kupiliśmy jedynie kanapki. Są z kurczakiem, z tym, co lubisz.

Zaskoczyła mnie tym, że nadal pamiętała o moim przysmaku. Tata podszedł do mnie i ucałował mnie znów w czoło.

-Musimy już iść kochana, jest późno. – powiedziała mama wstając. – Ach, zapomniałabym. Emily dzwoniła i powiedziała, że wpadnie do ciebie ze znajomymi za jakieś trzy godziny. – dotknęła mojego czoła. – Wyglądasz na zmęczoną, sen dobrze ci zrobi.

-Masz rację mamo.

Uścisnęła mnie na pożegnanie, a po niej podszedł Max. Założył na głowę kaptur i uśmiechnął się promiennie. Nachylił się i znów wtulił głowę w moją szyję.

-Odezwę się później. – szepnął.

Gdy się odwrócił, rodzice patrzyli na niego z wielkim zdziwieniem. On jedynie wzruszył ramionami i wyszedł za drzwi. Mama z tatą pomachali mi na pożegnanie i zniknęli w korytarzu. Dopiero teraz zauważyłam, że zachowywali się dość spokojnie i dziwnie. Zazwyczaj byli całkowicie inni, a tu nawet zainteresowali się moim samopoczuciem. Gdyby byli tacy od zawsze, wszystko potoczyłoby się inaczej.

Wstałam na chwilę z łóżka, wyprostowałam nogi i zapaliłam lampkę nocną. Zgasiłam główne światło i znów położyłam się. Wzięłam sok i nalałam do kubka, a potem zabrałam się za kanapki. Byłam głodna, więc szybko pochłonęłam jedzenie. Gdy skończyłam strzepałam okruchy z pościeli i położyłam głowę na poduszce. Przespanie się było dość dobrym pomysłem, gdyż wstałam o piątej rano. Nie mogłam spać z powodu pielęgniarki, która nie mogła podłączyć mi kroplówki. Zamknęłam oczy.

*** 

-Wstawaj Zoey! – usłyszałam głos Emily, która ściskała moje ramię. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Było zapalone światło, a przy łóżku stali Matt, Tom, Chris i Dominic. – Wstawaj, bo chłopaki odwołali koncert specjalnie, żeby być tu z tobą. Matt wziął też gitarę, pobrzdąka trochę i będzie nam raźniej. A jak ty się czujesz?

Podniosłam się i usiadłam na poduszce opierając się o ramę łóżka.

-Ja w porządku. Nawet głowa mnie już nie boli. – zdziwiło mnie moje odkrycie.

Matt wyrwał się do przodu i podał gitarę Tomowi.

-Potrzymaj.

-A co ja jestem, stojak? – wziął od przyjaciela instrument z niezadowoloną miną.

Chłopak z krzywym zębem wystawił przed siebie rękę, w której trzymał bombonierkę.

-Nie wiem czy lubisz czekoladki nadziane, ale kupiłem je dla mojej przyjaciółeczki. – położył je na stoliku nocnym i z podskoku usiadł na łóżku. Znów wyciągnął ręce, tym razem łapiąc mnie za szyję i przytulił mocno. Po chwili kiwania się od prawej do lewej, puścił mnie, wstał i poszedł z gitarą usiąść na sofie. Za nim poszła reszta moich gości, oprócz Dominica.

-Jak się trzymasz? – spytał siadając na łóżku i złapał mnie za dłoń. Poczułam w brzuchu chmarę motylków, które łaskotały moje wnętrze.

-Teraz dużo, dużo lepiej. – dopiero po chwili dotarło do mnie co właśnie powiedziałam.

Zachichotał i przysunął się bliżej.

-To cieszę się, że poprawiłem ci humor. – zaczął rysować palcem serduszka na moim nadgarstku. – Jesteś taka piękna. – szepną prawie niesłyszalnie.

-Co? – zapytałam całkowicie zaskoczona jego wyznaniem. Ale on nie odpowiedział mi słowami, przejechał wierzchem dłoni po moim policzku i jeszcze bardziej się przybliżył. Patrzył mi głęboko w oczy, dotykaliśmy się nosami. Po chwili nachylił się i poczułam na wargach jego usta.



~*~*~ 

Uff, udało mi się napisać piąty rozdział. Miałam pewne przygody z nim, gdyż miał on się pojawić już wczoraj, był gotowy, ale niestety mój stary komputer zapomniał jak to jest zapisać pliki i całkowicie usunął mi dokument. Tak więc musiałam dziś znów napisać. Mam nadzieję, że nie zanudził was.

Mam parę informacji związanych z blogiem. Stworzyłam podstronę „SPAMownik”, w której możecie pisać o swoich pomysłach, różnych uwagach dotyczących bloga i opowiadania, ale również reklamować własne strony. Została też założona podstrona „Pytania”. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie tam, a ja spróbuję odpowiedzieć.

Chciałabym wam też podziękować za to, że jesteście tu, czytacie moje wypociny i dodajecie komentarze. One właśnie są dla mnie ważne, ważne jest wasze zdanie na temat tego co tu jest. To właśnie wy i wasze komentarze mobilizacją dla mnie do tworzenia dalszych przygód Zoey.

Pozdrawiam,

Ada Howard :)

sobota, 27 października 2012

Rozdział 4.

-Potrzymaj mi tego na chwilę – podałam Emily mój kubek z sokiem mrożonym. Byłyśmy właśnie w supermarkecie pooglądać ubrania, płyty i inne interesujące nas rzeczy. Nie miałam za wiele pieniędzy przy sobie, więc kupiłam jedynie bluzkę w kolorze błękitnym. Podobała mi się, bardzo przypominała mi kolor oczu Matta. Emily zabrała mnie do empiku i przeszukiwała wszystkie półki z gazetami w poszukiwaniu Vogue, lecz nie udało się jej znaleźć. Bardzo lubiła modę, sama kiedyś chciała pozować do zdjęć. Nawet mogłaby być dobra w tym fachu, miała ładne ciało i fotogeniczną twarz.

Właśnie stałyśmy w kiosku, gdy na jednej z gazet Teingmouth zobaczyłam bardzo znajome twarze.

– Czy to przypadkiem nie Dom, Matt i Chris? – zapytałam.

Emily wzięła gazetę do ręki i przyjrzałyśmy się okładce. Na zdjęciu stało trzech chłopców, po lewej Dom w postawionych włosach na żel. Uśmiechał się bardzo szeroko, jakby się z czegoś śmiał pokazując swoje bialutkie zęby. Matt, stojący na środku miał przylizane włosy, w czym wyglądał bardzo zabawnie. Zakrywał usta ręką, jakby próbował nie wybuchnąć swoim duszącym śmiechem. Po prawej stał Chris wpatrzony w swoich kolegów, również się śmiał. Byli ubrani na czarno, co kontrastowało z czerwonym tłem zdjęcia. Pod nimi widniał kolorowy napis: „Młodzi utalentowani czy tylko zabawa? Czyt. 15 strona.” Emily otworzyła gazetę.

-„Koncert nowego zespołu z Teingmouth” – przeczytałam na głos tytuł. – „W tym tygodniu w piątek odbędzie się występ nowopowstałego zespołu Muse. W skład wchodzą trzej 20-paro letni chłopcy: wokalista Matthew Bellamy grający na gitarze i fortepianie, Chris Wolstenholme basista i chórki, oraz Dominic Howard perkusista. „Zapraszamy na koncert do miejskiego domu kultury, to będzie nasz pierwszy występ przed większą publicznością, - mówi Matt Bellamy. – mamy nadzieję, że spodoba wam się nasza twórczość.” Show można zobaczyć o 19:00, wstęp wolny” – odłożyłam gazetę i spojrzałam na Emily. – Wow, wiedziałaś o tym, że pojawią się w gazecie?

-Nie, Dominic nic mi nie mówił. – wzięłam od niej mój sok i wyszłyśmy z kiosku.

Wracając mało rozmawiałyśmy, zastanawiałam się nad artykułem z gazety. A więc Muse. O ile dobrze pamiętam, na imprezie Matt mówił mi, że jeszcze myślą nad nazwą zespołu. Zaczęło mnie ciekawić, co zainspirowało ich, aby właśnie takie nadać imię. Od mojego poznania chłopaków minął już tydzień. Bardzo się z nimi zaprzyjaźniłam, a najbardziej z Mattem. Był bardzo zabawny i nieokiełznany, potrafił podnieść mnie na duchu. Na drugi dzień po „randce”, gdy się spotkaliśmy, uświadomiłam go o tym, że między mną a nim niczego nie będzie. Przyjął to nienagannie, uśmiechnął się do mnie i przytulił. Zaskoczył mnie tym, ale później powiedział, że to było na zapieczętowanie naszej przyjaźni. Byłam pewna tego, że będzie dobrym przyjacielem, tylko zastanawiałam się, jak to jest z nim i dotrzymywaniem tajemnic. Chris od początku gdy go poznałam był spokojny i małomówny, ale jak się odezwał, pawało od niego ciepło, za co go lubiłam. Jeśli chodzi o Dominica, tu był problem, nie mogłam go nazwać przyjacielem. W jednym momencie go nie lubiłam, a nawet nienawidziłam, a w drugim nie mogłam mu się oprzeć i zapominałam o nienawiści. Gdy nie był w pobliżu, obiecywałam sobie, że nie będę z nim rozmawiać, że będę go ignorować i najlepiej przestanę go widywać, ale gdy się pojawiał i był tuż obok, mogłam siedzieć i gadać z nim wieczność. Serce zaczynało szybciej bić, gdy podawał mi rękę, poświęcał czas tylko mi i się uśmiechał. Nie znałam go za dobrze, ale też obawiałam się , że to się nie zmieni. Emily i Dominic codziennie się widywali, byli parą od jakiś pięciu dni. Nie chciałam psuć ich związku, dlatego nie pokazywałam mojego uczucia, a gdy mówiłyśmy o nim, śmiałam się i grałam radosną. Często musiałam udawać, moja przyjaciółka potrafiła godzinami opowiadać o tym jak bardzo go kocha i co robili danego dnia. Bardzo mnie to irytowało, ale miałam za dobre serce, by przerwać jej i wykrzyczeć to, co leżało mi na sercu. Zazwyczaj próbowałam nie słuchać, tylko kiwać głową udając zainteresowanie. Emily naprawdę go kochała, a on ją, tak przynajmniej mi się zdawało. Wiedziałam, że nie mogę robić problemów, ale takie wmawianie sobie tylko pogarszało całą sprawę.

Gdy wróciłyśmy wreszcie do domu, rozpakowałyśmy zakupy, jedynie spożywcze, i zrobiłyśmy sobie tosty, a ja nalałam sobie soku pomarańczowego. Bardzo lubiłam ten sok, jego kwaśny smak poprawiał mi humor i sprawiał, że miałam chęć iść dalej. Zawsze w domu stał zapas soków i często trzeba było go uzupełniać. W salonie Wandy oglądała telewizję, więc razem z jedzeniem dosiadłyśmy się do niej. Nie leciało nic ciekawego, jedynie jakaś portugalska telenowela, która interesowała jedynie Wandy. Znów pomyślałam o Muse. Bardzo podobała mi się ta nazwa, była taka krótka a tak odmienna. Co takie małe słowo mogło znaczyć dla trzech zwariowanych chłopaków. Już wiedziałam, jakie będzie pierwsze pytanie, które zadam Mattowi.

-Wandy, czy to nie jest przypadkiem moja ulubiona bluzka? – zapytała się Emily, pokazując ręką jasnofioletową bluzkę z nadrukiem pół kota pół kościotrupa.

-A co cię to obchodzi? – odpowiedziała bliźniaczka. – I tak ci jej nie oddam, jest już moja. Pożyczyłam sobie ją na zawsze.

-Oddasz mi ją w tej chwili, albo pójdę do ciebie do pokoju i podrę twój zeszyt z autografami na malutkie strzępki, że nie będziesz miała już czego zbierać. – Wandy prowadziła taki notes. Miała w nim podpisy takich gwiazd jak Jenifer Lopez, Justin Timberlake czy Axel Rose. W każde wakacje wyjeżdżała w podróż ze swoją przyjaciółką i jeździły za celebrytami po całej Europie. – Oddasz mi ją? – powtórzyła Emily podnosząc głos.

Siostra wstała, zdjęła bluzkę, pod którą miała jedynie biustonosz i rzuciła w bliźniaczkę materiałem. Gdy moja przyjaciółka odzyskała t-shirt, Wandy pobiegła na górę. Bardzo często się kłóciły, ale też szybko się godziły. Powodem ich sprzeczek mógł być nawet błyszczyk czy kanapka. Zazwyczaj naskakiwały na siebie, przy czym wyglądały jak przedszkolaki, a czasem dochodziło też do rękoczynów, wtedy już ja wkraczałam do akcji. Wandy nawet mnie lubiła, mimo, że byłam przyjaciółką jej własnej siostry. Byłam pewna tego, że zazdrościła jej takiej koleżanki, gdyż jej własna bardzo rzadko u niej przebywała.

W pewnym momencie poczułam wibracje w kieszeni spodni.

-Zoey, mogłabyś wrócić do domu? – usłyszałam w słuchawce męski, dobrze mi znany głos.

-Max, to ty? – zapytałam z niedowierzaniem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio do mnie dzwonił. – Coś się stało?

-Mam problem, proszę, wracaj teraz, nie wiem jak długo wytrzymam. – zdawało mi się, że mówił przez łzy.

-Okej, zaraz będę. – odłączyłam się, ale dopiero jak to zrobiłam, zorientowałam się, że mogłam zapytać co się dzieje.

Złapałam za torebkę i zanim wyszłam, wytłumaczyłam Emily dokąd idę. Do domu zwykłym truchtem doszłabym w ciągu piętnastu minut, ale nie wiedziałam, co się dzieje z Maxem, więc zaczęłam biec. Może robił sobie żarty albo był już tak niepoczytalny, że nie chciał być sam. Ale przez telefon wydawał się w miarę normalny. Gdy na moim horyzoncie pokazała się moja zielona furtka usłyszałam odgłos tłuczącego się szkła. Nie byłam pewna czy na pewno dobiegało to z mojego domu, ale przerażona podbiegłam do płotka. Przy wejściu zobaczyłam dwóch mężczyzn, byli starsi ode mnie z rok lub dwa. Byli łysi, ubrani w dresowe spodnie i czarne podkoszulki. Obaj dobijali się do mojego domu wykrzykując różne przekleństwa. Jeden z nich, niższy stojący przy oknie obok drzwi trzymał w ręku kamień, którym właśnie stłukł szybę. Wystraszyłam się, nie wiedziałam co zrobić, a mój brat siedział w środku. Złapałam za telefon, ale z pośpiechu wypadł mi z ręki i z hałasem upadł na chodnik. W tym właśnie momencie mężczyźni odwrócili się w moją stronę. Zamarłam, poczułam, jak krew odpływa mi z każdej kończyny przez co nie mogłam się ruszyć.

-Kogo my tu mamy? – podszedł do mnie powoli ten niższy. Wiedziałam, że powinnam uciekać, ale strach sparaliżował mnie i zanim się obejrzałam, mężczyźni stali przy mnie i zaczęli obejmować. Zaczęłam się wyrywać, lecz to nie miało sensu. Podeszli bliżej schodów mojego domu.– Siostrzyczka małego Maxa? Nie wiedziałem, że jesteś taka śliczna. – kopnęłam go w kostkę. Krzyknęłam, gdy pociągnął mnie za włosy.

-Oj przestań kotku, i tak nie masz z nami szans. –szepnął mi do ucha drugi, przykładając mi nóż do gardła. Wszystko działo się tak szybko. Poczułam rękę pod swoją bluzką. Zaczęłam się wyrywać.

-Max, mamy twoją siostrę, jeżeli nie zrobisz tego, o co cię prosiliśmy, zajmiemy się nią. – zobaczyłam w drzwiach mojego brata, równie przerażonego jak ja. Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć, aż poczułam nóż przejeżdżający lekko po gardle i pieczenie.

-Lepiej stój spokojnie, nie chcemy ci zrobić krzywdy.

-Zostawcie mnie – usłyszałam dźwięk kogutów policji. Poczułam, jak mężczyźni mnie puszczają popychając mocno do przodu. Straciłam równowagę i upadłam na schody.

*** 

Ogromny ból rozsadzał mi czaszkę, jakby zaraz miała mi wybuchnąć. Próbowałam otworzyć oczy, lecz na marne moje próby. Wpadłam w panikę, nie wiedziałam gdzie jestem, poza tym ból był tak duży, że nie mogłam się nawet popłakać, a co dopiero pomyśleć. Powoli otworzyłam je i zamrugałam kilkakrotnie aby wyostrzyć wzrok. Lekko przekręcając głową rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym się znajdowałam. Leżałam na łóżku szpitalnym, pokoik był mały, jedynie na dwie osoby. Tylko nie szpital, nienawidziłam tego miejsca. Moje łóżko stało naprzeciwko wejścia do sali, a tuż obok niego krzesło, stoliczek na którym stała lampka, chusteczki, sok pomarańczowy i mój ulubiony kubek. Ściany były puste i białe, tak samo jak szafki. Czuć było zapach chemikaliów pomieszany z metalicznym zapachem krwi, aż zrobiło mi się słabo. Dopiero teraz zauważyłam, że na moją głowę założono gruby opatrunek. Od razu wiedziałam, skąd wziął się zapach krwi. Podniosłam dłonie i spojrzałam na nie. W lewą miałam wbity wenflon od kroplówki, a drugą miałam owiniętą bandażem, czułam pod nim głębokie pieczenie.

Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, w przejściu stał Dominic. Patrzył na mnie ze smutkiem i troską. Podszedł do łóżka i usiadł na krześle.

-Jak się czujesz?

Podparłam się powoli na łokciach i spróbowałam się podnieść, lecz pulsujące skronie nie pozwoliły mi na to. Dominic pomógł mi się znów położyć i wziął do ręki pilot. Przyciskając odpowiedni przycisk, podniósł część łóżka pod moją głową. Mimo wszystko nic nie mogło powstrzymać bólu.

-Bardzo boli mnie głowa i piecze mnie nadgarstek. – powiedziałam głośno, ale zaraz tego pożałowałam, mój głos nie polepszał mojego stanu. – Co się stało, czemu tu jestem? – szepnęłam.

Dom znów spojrzał na mnie z troską, a potem odwrócił głowę.

-Widzisz, wczoraj zadzwoniłaś do mnie, znaczy tak mi się zdawało, bo kiedy odebrałem, słyszałem tylko jakieś szepty, potem krzyk. – zaczął opowiadać wciąż wpatrzony w przestrzeń. – Wiedziałem, że musiało się coś stać, więc podbiegłem do ciebie pod dom. Zobaczyłem radiowóz policyjny, karetkę oraz ciebie leżącą na schodach – zamknął oczy i zacisnął usta. – Myślałem… myślałem, że coś ci się stało, że… - zamilkł. Nie musiał kończyć, wiedziałam o co mu chodzi. Wciąż siedział z zamkniętymi oczami.

Teraz mogłam mu się dobrze przyjrzeć. Miał odstające uszy, co tylko dodawało mu uroku, długie rzęsy i bardzo jasne brwi. Jego cera była nieskazitelna, idealna. Zorientowałam się, że miał inaczej ułożone włosy, już nie na żel, lecz pozostawione samym sobie. Długie odrosty nie były dużo jaśniejsze od pofarbowanych końcówek. Ubrany był w czarny t-shirt i czerwone spodnie. Był naprawdę przystojny, rozumiałam, czemu Emily go kochała. Właśnie, a gdzie była Emily?

-Przepraszam, - odparł Dominic po długiej ciszy. Otworzył oczy i przetarł je dłońmi. Znów odwrócił się do mnie. – Po prostu bardzo się przestraszyłem widokiem ciebie leżącej we krwi i.. – załamał mu się głos.

Spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął się. Dotknął wierzchem dłoni mojego zabandażowanego czoła i pozostawił ją tak, gdy wszedł lekarz.

-Jak się czuje nasza poszkodowana? – zapytał, patrząc w rozpiskę. – bardzo boli głowa?

-Bardzo ją boli, aż tak, że musi szeptać. – odpowiedział za mnie Dom. – Skarży się też na ból dłoni.

Doktor mi się przyjrzał i znów spojrzał w dokumenty.

-Mam tu napisane, iż pani Rossueu nie ma wstrząsu mózgu ani innych poważnych obrażeń głowy. Więc mam nadzieję, że w ciągu jakiegoś tygodnia wyjdzie stąd cała i zdrowa. – tygodnia?

Gdy usłyszałam te informacje, załamałam się. Jutro będzie pierwszy koncert Muse, a ja będę siedzieć tu i leżeć sama. Nie mogłam na to pozwolić.

-Ale co dokładnie się stało? – zapytałam cicho lekarza.

Lekarz usiadł na końcu mojego łóżka.

-Widzisz, ktoś napadł na wasz dom i zostałaś mocno popchnięta. Uderzyłaś głową o kamienne schody i przy tym wbiło ci się szkło w nadgarstek. Gdy cię tu przywieziono, zrobiliśmy badania, zszyliśmy co trzeba było zszyć i wychodzi na to, że jesteś zdrowa. We wtorek wyjmiemy szwy i będzie okej.

-Nie mogę tu zostać, - wyszeptałam niespokojnie, gdy lekarz wyszedł. – jutro macie koncert, chcę tam być przy was.

Dom znów usiadł i oderwał dłoń od mojego czoła spoglądając głęboko w oczy.

-Nie możesz stąd wyjść, masz kilka szwów w głowie i kilka na nadgarstku, więc musisz tu chwilkę poleżeć. Będzie dobrze. – uspokajał mnie, uśmiechając się ciepło.

-Gdzie jest Emily? – zapytałam z ciekawości.

Dom zaśmiał się lekko.

-Pokłóciliśmy się trochę, ale raczej niedługo mi odpuści. – miałam nadzieję, że nie poszło o mnie. Wtedy okazałabym się najgorszą przyjaciółką świata. Mimo to, wiele bym oddała, żeby mieć przy sobie kogoś takiego jak Dominic.

Nagle na myśl przyszły mi bardzo ważne pytania.

-Czy byli tu rodzice od wczoraj? Co robiłam, spałam czy byłam w śpiączce? A co z Maxem? Nic nie pamiętam. – znów spróbowałam wstać, lecz ból od razu położył mnie z powrotem na łóżko. Tak strasznie bolało, nie mogłam się na niczym skupić.

-Była wczoraj twoja mama, przesiedziała tu z pół dnia, płakała rozmawiając z twoim ojcem. – odpowiadał spokojnie na moje pytania. – Byłaś w krótkiej śpiączce od uderzenia, rozcięłaś sobie skórę przy skroni, nawet bardzo. A Max był równie przestraszony jak ja, przyjechał razem ze mną do szpitala. Ale spokojnie, wszystko wróci do normy. Masz pozdrowienia od Matta, Chrisa i Toma.

Chciałam się też zapytać, jak długo on tu jest, lecz nie odważyłam się. Był dla mnie taki miły, nie chciałam tego psuć.

Minęło kilka godzin, a Dominic nadal siedział przy mnie, rozmawiając ze na najbardziej błahe tematy typu jakie lubię ubrania czy co robiłam w zeszłe wakacje. Straciłam poczucie czasu i nie zdążyłam się obejrzeć, a był już wieczór.

-Oh, to już 20:00 – spojrzał na swój zegarek i wyjrzał przez okno. – Będę się już zbierać.

Zamiast wstać, rozłożył się wygodnie na krześle, wyciągnął i powrócił do poprzedniej pozycji. Znów spojrzał głęboko w oczy, lecz tym razem nie odwrócił się tylko wciąż patrzył. O dziwo i ja nie czułam się tym skrępowana.

-Co? – zapytałam lekko zdezorientowana.

-Nic, tylko… - przerwał. Zaśmiał się cicho, pokazując swoje białe zęby, wstał i podszedł do drzwi. – Nie siedź za długo, chciałbym, żebyś wypoczęła, przyda ci się to. Jakby się coś działo, jestem pod telefonem, dzwoń o każdej porze dnia i nocy. Ach… i nie martw się jutrem. – odkręcił się i wyszedł na korytarz.

Poszedł i zostawił mnie samą, leżącą z bandażem na głowie i bólem rozsadzającym czaszkę. Byłam mu wdzięczna za ten czas, który mi poświęcił. Teraz nie wiedziałam, co z sobą zrobić, gdy usłyszałam dźwięk dzwonka w telefonie.

-Hej siostra, jak się czujesz? – zapytał mnie Max.

Uśmiechnęłam się do słuchawki, pewno Dom go powiadomił, że się obudziłam.

-Jak dobrze usłyszeć twój głos. Ja w porządku, a jak ty?

Westchnął.

-Okej, przepraszam, to moja wina. Nie wiedziałem, że to tak się skończy.

-Max, nie będziemy o tym rozmawiać przez telefon, poza tym, nie masz za co przepraszać, czasem nie przewidzimy pewnych rzeczy.

-Dziękuję. – nie pamiętałam, kiedy ostatnio mi podziękował. – Trzymaj się.

Odłożył słuchawkę.

Byłam wyczerpana, lecz na szczęście pulsujący ból powoli ustawał. Zamknęłam oczy, a sen swobodnie mnie pochłonął.

poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział 3.

Kiedy przygotowywałam obiad dla mnie i Maxa zadzwonił telefon.

-Cześć kochana – usłyszałam w słuchawce głos mojej przyjaciółki. – Jak tam się czujesz?

-W porządku na razie. – odparłam, mieszając sałatkę. – A jak ty?

-Też okej. A jak z Maxem? Jakiego go wczoraj zastałaś?

Wczoraj od razu po śniadaniu, gdy przyjechała Wandy z mamą Emily, wróciłam do domu. Byłam zmęczona i nie chciałam nigdzie wychodzić. Cały dzień spędziłam w domu, najpierw wyspałam się we własnym łóżku, a potem zajęłam się Maxem. Przed moim powrotem niczego nie zażywał, dlatego zaczął ze mną rozmawiać. Mój brat był dobrym człowiekiem, ale ze względu na brak opieki ze strony rodziców wpadł w nałóg. Mama pracowała w dużej firmie, w której była wicedyrektorem. Uwielbiała tą pracę, prawdopodobnie z tego powodu, że zajęła tak wysokie stanowisko. Przebywała w biurze od rana do nocy, a gdy wróciła na chwilę do domu, siadała i rozmawiała godzinami na temat tego, co tam robiła. Tata miał podobnie, pracował w fabryce samochodów w Londynie, więc widywaliśmy go raz na miesiąc. Mama w nocy rozmawiała z nim przez internet, a mnie zastanawiało, kiedy ona śpi. Miałam do nich pretensję o to, że zlekceważyli obowiązki domowe i rodzinne. Żyli swoim życiem, a nas pozostawili. Wtedy ja przejęłam pałeczkę i postanowiłam wychować mojego brata, ale spóźniłam się. Rok temu wrócił z imprezy i gdy chciałam z nim pogadać, wyzwał mnie i zamknął się w pokoju. Kilka dni później, gdy nie wrócił do domu na noc, przeszukałam jego pokój. Znalazłam strzykawkę i paczkę papierosów. Wieczorem, gdy wrócił, zauważył, że byłam u niego w pokoju. Wtedy sam zszedł na dół i wyznał mi całą prawdę, że zaczął brać narkotyki i że nie potrafi z tego wyjść. Od tamtej pory dopiero wczoraj normalnie ze mną porozmawiał, była to bardzo szczera rozmowa. Opowiedział mi, jak to jest, gdy ma uczucie „głodu”, jak to wszystko się dzieje i dlaczego. Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że on tyle wie na ten temat. Siedziałam z nim całe popołudnie, a gdy powiedział, że musi iść, zrozumiałam, że teraz minie dużo czasu, zanim znów ze sobą w ten sposób porozmawiamy.

-Hmm.. O dziwo był wczoraj normalny, nawet ze mną rozmawiał i to kilka godzin. – podkreśliłam.

-Ooo.. Miło z jego strony, że niczego nie brał przed twoim powrotem. – ucieszyła się Emily. – To jak dziś, idziesz z nami na miasto?

-Nie dam rady raczej, ale wpadnij do mnie, będzie mi raźniej. – odpowiedziałam. – Ale nie przyprowadzaj chłopaków. – uprzedziłam ją.

Umówiłam się z Emily, że odwoła dzisiejsze spotkanie i przyjdzie do mnie spędzić ze mną czas. Gdy się rozłączyłam, wróciłam do przygotowywania filetów z kurczaka, frytek i sałatki.

-Obiad. – zawołałam kładąc talerze z jedzeniem w jadalni na stole. Usłyszałam jak Max zbiega po schodach i po chwili siedział już obok mnie. Lubił moją kuchnię, mówił, że jestem w tym dobra, ale ja uważałam inaczej. Zawsze musiałam coś przesolić czy nie dogotować. Jadł z apetytem, gdy skończył, podziękował i poszedł do salonu pooglądać telewizję. Ja posprzątałam i dołączyłam do niego. Po około piętnastu minutach rozległ się dzwonek do drzwi. Wpuściłam Emily do środka.

-Cześć Max. – powiedziała, gdy weszła do salonu. – Jak tam?

-Cześć. – odpowiedział miłym głosem. Zawsze szanował moją przyjaciółkę. – A w porządku teraz, a tam?

-Też. Wybierasz się dziś dokądś? – zapytała z ciekawości.

Brat spojrzał na mnie, potem znów na Emily.

-Tak, idę na imprezę. – wstał z fotela, wziął kluczyki z mojej ręki i wyszedł z domu.

Nie zdziwiłyśmy się jego zachowaniem. Usiadłyśmy obie na kanapie i włączyłyśmy po cichu muzykę.

-Gdzie wczoraj byliście? – zapytam.

-Wczoraj siedzieliśmy u mnie. Mama wyszła z Wandy do sklepu, więc miałam znów wolną chatę. Nie działo się nic specjalnego. – odpowiedziała.

-Mam pytanie. – zaczęłam powoli, nie wiedząc, jak na to zareaguje Emily. – Czy nie wydaje ci się, że to wszystko się za szybko dzieje? Dopiero co ich poznałyśmy.

Zaśmiała się.

-Nie, to ty dopiero ich poznałaś.

-Jak to? – zdziwiłam się jej odpowiedzią.

Zamilkła, zdawało mi się, że układała sobie zdania w myślach.

-Widzisz, spotykam się z Dominiciem od pewnego czasu. – pożałowałam, że zadałam tamto pytanie. Czyli jednak dobrze mi się zdawało na imprezie, byli ze sobą blisko. No ale dlaczego Dom był dla mnie taki miły i czuły? Czyżby był dwulicowy? A może robił tak z każdą dziewczyną. Zmieniłam całkowicie temat, rozmawiałam o tym, co mi Max opowiadał, a potem o tym, co będziemy mogły robić w ciągu najbliższych dwóch miesięcy.

-Nie obraź się. – powiedziała w pewnym momencie Emily. – Zaraz przyjdzie Dom z Mattem, ale tylko na chwilkę.

Westchnęłam.

-Mówiłam ci, że nie chcę żadnych gości. – gdy to powiedziałam ktoś zapukał do drzwi.

Podeszłam i otworzyłam je. Znów ujrzałam tą wspaniałą twarz, ale od razu odwróciłam wzrok. Gdy na niego patrzyłam, przypominały mi się słowa Emily i bolało mnie serce. Nie potrzebnie się w nim zauroczyłam, nie potrzebnie go poznałam. Ach, dlaczego nie potrafiłam panować nad swoimi uczuciami. Wpuściłam ich do środka.

-Ładnie tu masz, tak czysto. – powiedział Dominic.

-Dzięki. – odpowiedziałam lekceważąco. Usiedliśmy na sofie przy telewizorze skąd nadal leciała muzyka. Emily przysunęła się do Doma, a Matt przycupnął obok mnie.

-Ja z Emily… - zaczął blondyn unikając mojego wzroku. – Może poszlibyśmy dziś na potrójną randkę?

Zaczęłam mieć uczucie mdłości.

-No wiecie, ja z Dommy’m, wy razem i Chris z Kelly. – zabolało mnie zdrobnienie jego imienia wypowiedziane przez moją przyjaciółkę.

Zobaczyłam, że Matt jednak się ucieszył z tego pomysłu. Kim była Kelly? Przesiedzieliśmy tak razem rozmawiając na ten temat, gdzie pójdziemy i co będziemy robić. Matt wstał i patrząc na Doma złapał mnie za rękę. Zaprowadził mnie na dwór.

-Po co wyszliśmy? – zapytałam nadal nie rozumiejąc, co ja tu robię.

-Chodźmy się przejść. – oznajmił Matt.

Ruszyliśmy wzdłuż chodnika.

-Więc wychodzi na to, że jesteśmy ze sobą umówieni? – wyszczerzył się, ale gdy to zobaczyłam, przypomniał mi się Dominic.

-Zdecydowanie tak. – modliłam się, aby to nie zabrzmiało źle.

Nie chciałam o tym rozmawiać, jednak idąc tak musieliśmy znaleźć jakiś temat. Miałam tylko jeden pomysł.

-Emily uświadomiła mnie dziś, że zna was dłużej. – odparłam.

-Tak, to prawda. – zgodził się Matt. – Już jakieś dwa tygodnie.

Brnęłam dalej.

-A możesz mi zdradzić co jest między Emily i Domem?

Matt podrapał się po głowie i zatrzymał się, a ja poszłam w jego ślady. Złapał mnie za rękę i odwrócił się do mnie.

-A czy to ważne? – szepnął.

Spuściłam wzrok i odsunęłam się od niego o krok, robiło się niebezpiecznie. Postanowiłam nie pytać o nic więcej. Matt puścił moją rękę i ruszył z powrotem do domu, a ja za nim.

-Przepraszam za ten alkohol na imprezie. – powiedział Matt po kilku minutach. – Wiedziałem, że za dużo nalałem spirytusu, ale nie podejrzewałem, że aż tak. – spojrzał na mnie. – Nie gniewaj się, proszę.

-Okej, nie gniewam się. – zaśmiałam się, nie chciałam mu pokazać, że ten czas wolałabym spędzić z kimś innym. – Ale zapamiętaj, że ja i alkohol to nie za dobre połączenie.

-Mieszanka wybuchowa? – wybuchł krótkim duszącym śmiechem.

Wróciliśmy do domu, zastaliśmy Dominica i Emily leżących i oglądających telewizję. Gdy Dom mnie zobaczył wstał i usiadł, usłyszałam ciche parsknięcie Matta. Skierowałam się do siebie do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć. Więc mam iść na randkę z Mattem, którego bardzo lubiłam, lecz nie potrafiłabym go pokochać. Facet, który mi się podoba będzie siedział z moją najlepszą przyjaciółką. Chciałabym powiedzieć Emily o moim uczuciu do Dominica, lecz nie potrafiłam. Wstałam i postanowiłam wziąć się w garść. Nie mogłam przecież się zamartwiać jednym facetem, który na pewno nie był ostatnim.

-Gdzie są chłopaki? – zapytałam się przyjaciółki, gdy zeszłam na dół zauważając zmianę.

-Poszli. Ja też muszę iść, dziś czeka nas fajna randka. – zobaczyłam błysk szczęścia w jej oczach. – Następne kilka godzin spędzonych z Domem.

Puściłam to mimo uszu.

Emily złapała za swoją torebkę, dała mi buziaka w policzek i wyszła. Tak znów zostałam sama. Matt miał po mnie przyjść o 16:20, a była już 15:30. Miałam niewiele czasu na wyszykowanie się. Poszłam do łazienki i uczesałam włosy, potem zrobiłam luźnego warkoczyka. Lubiłam moje włosy, tak związane sięgały mi do połowy pleców, ale zawsze przekładałam je do przodu. Wzięłam cienie do oczu i pomalowałam jasnym różowym powieki. Podkreśliłam jeszcze rzęsy i wróciłam do mojego pokoju. W szafce znalazłam jedną z moich ulubionych bluzek: dłuższą czarną z białym napisem na środku „I will love you endleslly” napisany bardzo ładną czcionką. Założyłam do tego dżinsowe szorty i białe trampki. Byłam gotowa równo na 16:20. Zeszłam na dół i nalałam sobie do kubka sok pomarańczowy. Gdy go piłam zapukał ktoś do drzwi. Podeszłam otworzyć, ale zaskoczył mnie widok kogoś innego niż Matt.

-Hej, kochanie. – powiedziała mama wchodząc do domu.

-Hej, co tu robisz?

Mama rozejrzała się po przedpokoju.

-Gdzie Max?

Mama nie wiedziała o tym, że jej syn był narkomanem. Mimo, że powinnam jej powiedzieć o tym, nie chciałam robić przykrości bratu. Poza tym zrobiłaby tylko awanturę a potem wróciła do swojego monotonnego życia w pracy.

-Wyszedł, powiedział, że idzie na noc do kolegi. Spokojnie, powiedziałam, żeby się odzywał – skłamałam.

-A ty gdzieś wychodzisz? – zapytała mama spoglądając na moje ubranie i makijaż. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo właśnie rozległo się pukanie do drzwi.

-Dzień dobry proszę pani. – powiedział Matt do mojej mamy.

-Witam cię, wybierasz się gdzieś z moją córką? – zapytała mama.

Matt popatrzył na mnie, a ja kiwnęłam głową.

-Idziemy razem do naszych wspólnych znajomych. Całą paczką idziemy do restauracji. – odparł, a mama uśmiechnęła się.

-Jak ci na imię?

-Matt – odpowiedziałam za niego.

Mama poklepała mnie po ramieniu.

-Bawcie się dobrze. – odetchnęłam z ulgą. Bałam się, że zacznie pytać, czy jesteśmy parą.

Wyszliśmy i ruszyliśmy w stronę studia. Matt ubrany był w czarne szerokie spodnie i granatową koszulę z zawiniętymi do łokci rękawami. Włosy miał ułożone na żel.

-Masz miłą mamę. – zaśmiał się Matt. – Jesteś do niej podobna.

-Wszyscy tak mówią.

Chłopak popatrzyła na mnie od góry do dołu.

-A tak poza tym ładnie wyglądasz.

Przy małym domku stał samochód, a przy nim zebrani już Emily, Dominic, Chris i jego dziewczyna, Kelly. Byliśmy spóźnieni przez moją mamę. Dom był ubrany inaczej. Miał na sobie ścisłe czarne spodnie, białą koszulę z czarnym cienkim krawatem. Wyglądał bardzo dobrze, był bardzo chudy co sprawiało, że był jeszcze bardziej czarujący. Obok niego stała Emily ubrana w zieloną spódniczkę i koronkową bluzkę na ramiączka, trzymała Doma za rękę. Chris był ubrany w zwykły t-shirt z kolorowym nadrukiem, a jego dziewczyna w obcisłą białą sukienkę. Była bardzo ładna, miała krótkie brązowe włosy, okrągłą twarz i duże oczy.

-Och myśleliśmy, że nas wystawiliście. – powiedział Dom.

-Zoey, - powiedział Chris. – To jest Kelly, moja dziewczyna. – podałam jej rękę.

Wszyscy weszliśmy do samochodu, Dominic za kierownicą. Mieliśmy jechać do jednej z najładniejszych restauracji „In soul” w Teingmouth, po drugiej stronie rzeki. Jechaliśmy z jakieś 15 minut, a gdy Dom zaparkował tuż przy wejściu do restauracji wysiedliśmy i weszliśmy do środka. Było tam bardzo ciepło, a wystrój wnętrza był bardzo… interesujący. Najbardziej uwagę przykuwał stojący na samym środku kominek, bardzo stary a pięknie wyrzeźbionymi kwiatami na obudowie. Podeszliśmy do jednego ze stolików i usiedliśmy. Po kilku minutach podszedł kelner.

-Co państwo zamawiają?

Każdy po kolei zamówił to, na co miał ochotę. Ja wybrałam tylko sałatkę owocową, nie miałam chęci na gorące dania. Gdy kelner odszedł nastała cisza.

-Więc.. – zaczęła Emily siedząca obok Doma. – w następnym tygodniu macie koncert?

-Tego raczej nie można nazwać koncertem – odparł Matt. – Można to bardziej nazwać potańcówką. No bo przyjdzie mała garstka ludzi, a my zagramy z pięć piosenek. Poza tym wstęp za darmo. Ale zawsze można się potem napić.

Nie słuchałam o czym rozmawiali dalej. Zastanawiałam się nad następnymi tygodniami. Emily była moją przyjaciółką, która teraz zaczęła chodzić z facetem, który mi się podobał. Nie mogłam jej opuścić, nie miało by to jakiegokolwiek sensu, poza tym bałam się zazdrości. Nie no, tworzyłam sobie sama problemy, zamiast dobrze się bawić w gromie znajomych ja myślałam o moich mękach.

-…i wtedy zobaczyłem pająka. – kontynuował Matt. – Był taki ogromny, myślałem, że zacznę piszczeć jak baba..

-I piszczałeś. – przerwał mu Dom ze śmiechem.

-Oj cicho tam. Ale wracając do mojej przerażającej historii. Wskoczyłem na stół w naszym studiu i zacząłem odganiać pająka.

-Ale żebyście widzieli, jak on to robił – zachichotał Chris. – Zaczął krzyczeć „psik, do budy, już cię tu nie ma” takim bardzo wysokim głosikiem.

Matt skrzywił się, a potem uśmiechnął szeroko.

-Ja tu próbuję stworzyć atmosferę grozy, a wy mi niegrzecznie przerywacie. – powiedział poważnym tonem.

-Robimy to z miłości do ciebie. – znów odezwał się Dominic.

Zachichotałam, bardzo urocze były ich wymiany zdań.

-No wiem, że mnie kochacie, ale dajcie mi dokończyć. – zwrócił się do wszystkich. – Niestety moje nawoływania nie pomogły, więc zawołałem Doma, który nie raczył przyjść. – spojrzał na niego z udawanym wyrzutem, a Dominic pokazał mu język. – Potem poprosiłem Chrica o pomoc, a on tylko odpowiedział mi „fuj, spadaj”. No więc mogłem liczyć tylko na siebie. Zeskoczyłem ze stołu i zacząłem skakać na podłodze, próbując zadeptać robaka, ale cóż, moje tańce również nie pomogły, więc uciekłem. - ucichł. – No co, to koniec. – powiedział z duszącym już go śmiechem.

W tym momencie podszedł kelner i podał nam zamówione przez nas wcześniej dania. Moja sałatka była naprawdę dobra. Zjadłam pierwsza, gdyż miałam najmniej. Siedzieliśmy tak jeszcze z godzinę. Najdłużej i najwięcej gadał Matt, miał tak dużo historii do opowiedzenia, że jak musieliśmy się już zbierać, przetrzymywał nas słowami „ach, zapomniał bym jeszcze..”.

***
-I jak było? – zawołała mama z salonu gdy weszłam do domu.

Zdjęłam trampki i poszłam do mamy.

-W porządku. Naprawdę dobrze się bawiłam. – dopiero teraz to do mnie dotarło. Przez drugą połowę spotkania zapomniałam o zazdrości i smutku, a przypomniałam sobie jak to jest być szczęśliwym. Było już późno, poszłam na górę do łazienki i wymyłam zęby. Przed spaniem złapałam za telefon sprawdzić, czy dostałam jakąś wiadomość. Była jedna.

„Hej, piszę życzyć ci miłych snów. Dziś było naprawdę super, genialny wieczór. Mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy, ale tym razem we dwójkę. Dobranoc, Dominic”

O co z tym chodziło? Prawdopodobnie zamiast do Emily wysłał tego esemesa do mnie. Położyłam się do łóżka, przykryłam się ciepłym kocem i zaczęłam się zastanawiać nad wiadomością, którą właśnie dostałam. A może to nie pomyłka? Z tą nadzieją wpadłam w głęboką przepaść błogiego snu.

niedziela, 21 października 2012

Rozdział 2.

Obudziło mnie światło słoneczne wpadające przez duże okno. Poczułam coś klejącego na moim policzku, to była ślina. Zdecydowanym ruchem podniosłam się i chciałam już wstać, gdy zauważyłam, że spałam na podłodze. Nagle zakręciło mi się w głowie i musiałam złapać się rogu łóżka. Gdy zawroty ustały, spróbowałam wstać, jednak dopiero po paru próbach się udało. Podeszłam powoli do lustra, czułam się tak, jakby zapadała się pode mną ziemia. Spojrzałam na odbicie w lustrze i przestraszyłam się. Miałam czymś pobrudzone włosy, czymś kleistym i śmierdzącym. Wtedy przypomniałam sobie wczorajszą noc, wszystko do momentu, gdy Matt zaprosił mnie na drinka, a może to nie był drink? Nie zastanawiając co posklejało mi włosy, poszłam do łazienki je wymyć. Po prysznicu zdecydowałam się zejść na dół. Emily leżała na sofie i oglądała jakiś program zoologiczny. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kawę. Z filiżanką poszłam i usiadłam obok przyjaciółki.

-Jak się wczoraj bawiłaś? – zapytała mnie oschłym głosem.

-Bardzo dobrze. – powiedziałam bardzo powoli, nie wiedząc o co chodzi. Nie chciałam pytać, co znajdowało się na moich włosach, byłam pewna, że raczej nie chcę tego wiedzieć.

Emily spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.

-To bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że udało mi się zrealizować mój plan.

Zaczęłyśmy wspominać poprzednią noc. Rozmawiałyśmy o tym, co pamiętałyśmy, jak bolały nas nogi i jak się obudziłyśmy. Zaskoczyło mnie jednak, że Emily omijała temat Dominica, Matta i Chrisa. Kilka razy zaczynałam o nich mówić, a ona tylko kiwała głową i całkowicie zmieniała temat, czego nie do końca rozumiałam. Przesiedziałyśmy tak na kanapie około godziny.

-Ojejku, dziś jestem umówiona z Dominiciem, wiesz, ma przyjść z Mattem.

Zatrzymałam się na imieniu Dominic. Jak to była z nim umówiona?

-Okej. – tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.

Emily wstała i poszła na górę. Złapałam za filiżankę, ale kawa już wystygła. Wstałam i poszłam do kuchni zrobić nową, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Ruszyłam je otworzyć.

-No i witamy ponownie. – powiedział Dominic wchodząc do środka. Za nim wszedł Matt.

-Co robicie to tak wcześnie? – zapytałam zdziwiona ich widokiem.

Dominic spojrzał na zegarek na swoim nadgarstku i spojrzał na mnie rozbawiony.

-Zoey, to już prawie 14:00.

Zrobiłam duże oczy i otworzyłam buzię. Czyli spałam prawie do 13:00? Nie, to nie możliwe, o której tak dokładnie poszłam spać?

-No zapraszam was. – usłyszałam głos Emily za mną.

Usiedliśmy w czwórkę w jadalni. Emily obok Dominica, ja obok Matta. Zaczęli rozmawiać na temat imprezy i innych spraw, a ja siedziałam cicho wpatrzona w jedno miejsce w kuchni. Nagle padło pytanie, które raczej nie było zaplanowane.

-I jak, wytrzeźwiałaś już Zoey? – zapytał Matt.

Zauważyłam, jak pozostała dwójka spojrzała na chłopaka najpierw z zaskoczeniem, potem ze złością. Emily położyła dłoń na twarzy kręcąc głową.

-Co proszę?

-No bo wiesz, wczoraj, znaczy bardziej dziś, nieźle rzygałaś. – po tych słowach Matta wyszczerzyłam oczy i zamarłam.

-Że jak?

Dominic wstał.

-Do cholery, Matt! – krzyknął. – Jakim ty jesteś beznadziejnym idiotą!

-No co? – zapytał chłopak nie rozumiejąc przyczyny wyzwisk swojego przyjaciela. – Mówię tylko prawdę, poza tym ciekawy jestem.

Że też na to nie wpadłam. Wszystko wskazywało na to, że wczoraj alkohol, który podał mi Matt nieźle mi zakręcił w głowie i usunął z pamięci późniejsze wydarzenia lub raczej już ich nie rejestrował. Jak mogłam o tym nie pomyśleć, przecież ta ślina, podłoga, włosy…

-Zoey, mogę cię na słówko? – zapytała Emily wstając i podając mi rękę. Patrząc znów w to samo miejsce w kuchni wstałam i poszłam do łazienki z przyjaciółką.

-O co chodzi Mattowi?

Emily spojrzała na mnie.

-Widzisz, wczoraj przesadziłaś trochę z alkoholem, potem poszłaś spać. Dominic poszedł razem z tobą do pokoju, żebyś mogła się przespać. Niby było wszystko okej, aż Chris nie usłyszał jakiś dziwnych dźwięków w moim pokoju. Okazało się, że rozbudziłaś się i nie potrafiłaś wydostać się na zewnątrz. No i potem… - przeciągała Emily. – … i potem gdy tam do ciebie przyszliśmy, to powiedziałaś, że chce ci się wymiotować, więc poszłaś do łazienki, a my za tobą. Zasnęłaś tam w łazience i Dominic cię przeniósł do pokoju. Byłaś nieźle upaćkana, a w nocy spadłaś z łóżka.

-Aha.. – zamknęłam na moment oczy próbując sobie cokolwiek przypomnieć. – Ale pamiętam, że to Matt podał mi ten alkohol. Bardzo nalegał i wreszcie się zgodziłam.

Zapadło chwilowe milczenie.

-No tak. – odezwała się Emily. – słuchaj, tylko się nie denerwuj. Okazało się potem, że Matt poczęstował cię swoim pierwszym wyrobem, chciał, żebyś ty go pierwsza spróbowała. Tylko nie rób mu awantury, dostał już nieźle od Doma.

Usiadłam na podłodze i spróbowałam się uspokoić. No to nieźle mnie załatwił.

Po kilki minutach wstałam i wróciłyśmy do stołu. Usiadłam na krześle i spojrzałam na Dominica. Uśmiechnął się do mnie tak, jak robił to poprzedniej nocy. Odwzajemniłam uśmiech i spuściłam wzrok. Zapanowała cisza.

-A co wy na to, żeby… - odezwał się Matt.

-Ty już się lepiej nie odzywaj, okej? – przerwał mu Dominic.

Znów cisza.

-No ale weźcie, to jest dobry pomysł. Dominic, wiesz o co mi chodzi. – spojrzeli na siebie porozumiewawczo.

-Ok. – zwrócił się do nas Dominic. – Mamy dziś próbę, macie chęć iść z nami?

Popatrzyłam na Emily, której aż zaświeciły oczy z zachwytu.

-To genialny pomysł, prawda Zoey? – spytała mnie przyjaciółka.

-Jasne.

Siedzieliśmy jeszcze chwilę przy stole. Razem z Emily wstałyśmy, przeprosiłyśmy chłopców i poszłyśmy na górę.

-Nie mam co założyć na siebie. – załamałam się.

Emily zaczęła grzebać w szafce. Wreszcie wyjęła zieloną bluzkę na ramiączka i krótkie czarne spodenki.

-Może to? – rzuciła mi ubrania.

Wziąwszy rzeczy poszłam do łazienki się ubrać. Wyglądałam dobrze w tym stroju, wzięłam trampki i założyłam je na stopy. Gdy zeszłam na dół Emily już stała z chłopakami. Wzięła klucze i gdy wyszliśmy zamknęła drzwi. Poszliśmy na piechotę, bo Matt stwierdził, że nie jest stąd daleko do ich studia. Szliśmy około dziesięciu minut, gdy zatrzymaliśmy się przed niewielkim domkiem. Weszliśmy do środka. Tak jak się wydawało, wnętrze nie było zbyt wielkie, lecz wypełnione po brzegi.

Przy oknie po drugiej stronie pokoju stała perkusja, tuż obok niej fortepian i stojak na gitary, które i tak leżały na podłodze. Chris siedział z jakimś mężczyzną w ich wieku na sofie ustawionej przy prostopadłej ścianie do wejścia. Na środku pokoju porozrzucane były kartki, stał stolik i krzesła. Pod naszymi nogami leżały poplątane kable, prawdopodobnie od nagłośnienia i mikrofonów.

-Nie zdążyłem niestety posprzątać – oświadczył Dominic. – i niestety żyjąc z Mattem nie da rady utrzymać porządku. – zaśmiał się klepiąc przyjaciela po ramieniu.

Chris razem z chłopakiem o czarnych, poukładanych włosach z dużym uśmiechem na twarzy podszedł do nas.

-Witam was. Nie znacie jeszcze naszego przyszłego menadżera, Toma.

Chłopak uścisnął nam dłonie i znów uśmiechnął się promiennie.

-Zapraszam was na ten fotel – wskazał materac tuż obok nas. – zaraz zacznie się przedstawienie.

-Nie czaruj już. – odparł Dominic, złapał za pałeczki i poszedł usiąść za perkusją. Matt wziął w ręce stojak z mikrofonem i z lekką trudnością przysunął go dalej od stolika, a potem podniósł z podłogi srebrną gitarę. Chris złapał za gitarę basową i stanął niedaleko perkusji Dominica.

-Ta piosenka została niedawno napisana przeze mnie – pochwalił się Matt. – Nazywa się „Coma”. – zaśmiał się bardzo głośno, że wszystkich rozbawił. Usłyszałyśmy jak Dominic uderza pałeczkę o pałeczkę i zaczęli grać. Piosenka zaczynała się dość rytmicznie, Matt naprawdę dobrze grał na gitarze.

-„ Confide in me, sustain all my empathy, you´re such a mess, you can learn to confess…” – zaczął śpiewać Matt. Aż zaklaskałyśmy, gdy usłyszałyśmy jego głos. Był naprawdę niesamowity, wyciągał bardzo wysoko i w ogóle nie fałszował. Refren i reszta piosenki były równie wspaniałe, a sam tekst bardzo interesujący. Gdy patrzyło się na nich tak zgranych, widać było ich pasję i serce, które włożyli w tą muzykę, którą sami stworzyli. – „You will not find it in me, you´ll reveal all your pains again” – tymi słowami zakończyli piosenkę. Z zachwytu aż wstałyśmy i zaczęłyśmy klaskać.

-Dziękujemy, oklaski! – zawołał Dominic uśmiechając się.

Wszyscy razem usiedliśmy przy stoliku na środku pomieszczenia.

-I jak, podobało wam się? – zapytał się Matt.

-Jeszcze się pytasz? – powiedziała Emily.

-Wow, jesteśmy w szoku – dokończyłam.

-To było wspaniałe…

-…takie oryginalne…

-…masz wielki talent, Matt. – powiedziała moja przyjaciółka.

Matt zaśmiał się udając zawstydzenie.

-Och, już mi tak nie słodźcie. – znów zaczął głośno się śmiać tak, jakby się dusił, co i nas rozśmieszyło. – Ale tak na serio, to niczego by nie było bez tych trzech typków tu siedzących z nami.

-Dzięki Matt, że nadal o nas pamiętasz. – skomentował Chris.

Siedzieliśmy i gadaliśmy o piosence, którą właśnie zagrali. Matt dokładnie nam opowiedział, jak to jest, gdy zaczyna pisać piosenki, nie zabrakło też komentarzy Dominica, Chrisa i Toma na ten temat w stylu „dlatego nasze studio tak wygląda”. Często Matt zaczynał się śmiać ze swoich żartów, czasem w ogóle nie wiedzieliśmy, co jest powodem jego duszącego śmiechu, lecz i tak wywoływało to w nas rozbawienie. Gdy skończyliśmy rozmowę na temat muzyki, każdy zajął się czymś innym lub rozmową w parze. Ja poszłam na chwilę na dwór, musiałam zadzwonić.

-Max, jeśli odsłuchasz tę wiadomość, natychmiast zadzwoń, chcę wiedzieć czy wszystko w porządku. – nagrałam się na jego pocztę głosową. Rzadko odbierał ode mnie telefony. Usiadłam na murku i zamyśliłam się. Nie widziałam go od wczoraj, a tak bardzo się martwiłam. Pewno rodzice nawet na noc nie wrócili, tak samo jak ja.

-Co się dzieje? – z zamyślenia wyrwał mnie głos Dominica, który właśnie usiadł obok mnie na murku. – Wyszłaś całkowicie bez słowa.

-Spokojnie, musiałam zadzwonić.

- Aha.. A do kogo? – zapytał Dominic. – Znaczy, nie musisz mówić, jeśli nie chcesz.

-Spoko. Dzwoniłam do mojego młodszego brata. Martwię się o niego. – odparłam.

-Raczej nic mu się od wczoraj nie stało. – powiedział spokojnie z uśmiechem na twarzy.

Westchnęłam.

-Widzisz… - zatrzymałam.- mój… mój brat bierze… narkotyki. – powiedziałam powoli. Znałam Doma dopiero od wczoraj, ale musiałam mu o tym powiedzieć, żeby wiedział, jaka jest sytuacja.

Zapadła cisza i mogę powiedzieć, że prawie poczułam, jak mojemu towarzyszowi zbladła twarz.

-Och.. – usłyszałam, jak Dominic wciąga głęboko powietrze. – To całkowicie zmienia postać rzeczy. Przykro mi.

W odpowiedzi pokiwałam tylko głową. Nie chciałam o tym rozmawiać, nie teraz, nie z nim. Opuściłam głowę i zaczęłam bawić się nerwowo palcami. On widząc to, złapał mnie za dłonie i pociągnął za sobą do środka domku. Leciała głośno muzyka, a Emily, Matt, Chris i Tom rozmawiali i śmiali się przy stoliku. Dominic zaprowadził mnie na drugą stronę pokoju. Złapał po drodze krzesło i postawił je tuż obok taboretu od perkusji. Wziął pałeczki w ręce i przełożył je między palcami.

-Siedziałaś kiedyś przy perkusji?

Pokręciłam głową.

-Nie smuć się, przyprowadziłem cię tutaj, żebyś się uśmiechnęła. – powiedział łapiąc mnie za podbródek, aby podnieść głowę. Gdy to zrobił, wstał i pokazał na taborek abym na niego usiadła. Gdy posadził mnie na nim, podał mi pałeczki i stanął za mną, łapiąc mnie za dłonie.

-Weź, to głupie. – zaśmiałam się, z czego i on się ucieszył.

-Nie głupie, po prostu pokarzę ci proste wystukiwanie rytmu. Jesteś praworęczna? – zapytał.

-Tak, a co?

Uśmiechnął się, pokazując idealne uzębienie.

-Widzisz, ta perkusja jest ustawiona bardziej dla mnie, bo jestem leworęczny. No ale to ja będę grał twoimi rękami, więc problem tkwi tylko w tych pedałkach przy twoich stopach. – spojrzałam pod nogi. – Nadepnij na nie.

Zrobiłam to co kazał i usłyszałam w tym samym momencie basowy dźwięk i uderzające o siebie talerze.

-Okej, nie będzie problemu. – przysunął sobie krzesło siadając tuż za mną i znów złapał moje dłonie. – Gotowa?

-Yhym… - lecz nie byłam do końca tego pewna.

Dominic zaczął poruszać pałeczkami trzymanymi przeze mnie. Lewą ręką uderzał o te same talerze, które niecałą minutę temu uderzyły o siebie, a drugą uderzał o środkowy bębenek, ten najgłośniejszy. Wystukiwałam rytm na cztery, raczej Dominic robił to za mnie. Po chwili przerwał.

-Okej, teraz twoje zadanie polega na tym, że jak za trzecim razem uderzę w talerz, to ty wdepniesz oba pedały.

-Dobrze. - odparłam z uśmiechem.

Znów zaczął grać, a gdy miałam nadepnąć pedały, do ucha mówił „teraz”. Po kilku minutach takiej gry, Dom oparł brodę o moje ramie.

-Teraz wdeptuj szybciej, ale równo i tylko basowy. – powiedział mi do ucha.

Zaczął uderzać lewą pałeczką równo z moją nogą o inny talerz po lewej, a drugą moją ręką uderzał co jakiś czas trzy razy w bęben na środku. Na koniec po kilka razy uderzył we wszystkie bębny od lewej strony i zatrzymał się.

-Głośny instrument, co nie? – zapytał.

-Może i głośny, ale wspaniały. Trzeba być geniuszem, żeby to tak zagrać równo, jak ty. – zaśmiałam się. Dominic nadal trzymał moje dłonie i opierał się o ramię.

-Ale to ty mnie prowadziłaś. – oderwał się ode mnie i puścił moje ręce, w których nadal trzymałam pałeczki. Przesunął krzesło tak, żeby było obok taboretu i usiadł na nim. – Podobało ci się? – spojrzał na mnie.

-Podobało – odpowiedział z uśmiechem. – Jestem dumna z tego, że po raz pierwszy zagrałam na bębnach.

-I to tak profesjonalnie. – dokończył Dom, ciągle się uśmiechając.

Wstaliśmy od perkusji i wróciliśmy do reszty. Oni chyba nawet nie zauważyli naszej nieobecności. Rozmawiali właśnie o tym, jak to Matt zniszczy świat swoim głosem, a on wydzierał się w niebogłosy.

Po około godzinie zaczęliśmy się zbierać. Gdy zamknęli drzwi od domku, pożegnaliśmy się z Tomem i ruszyliśmy w stronę domu Emily. Było już dość ciemno, więc postanowiłam zadzwonić do Maxa, powiadomić go, że jednak znów nie pojawię się w domu. Wiedziałam, że to nie będzie dobrym pomysłem, ale innego wyjścia nie miałam. Wyjęłam telefon z kieszeni i zostałam z tyłu za znajomymi. Tylko Dominic się odwrócił, ale ruszył dalej, gdy zauważył co robię. Po pierwszym sygnale usłyszałam w słuchawce głos mojego brata.

-Czego chcesz?

Odetchnęłam z ulgą.

-Nie dam rady dziś wrócić do domu, przepraszam.

-Trudno – wiedziałam, że będzie mu to obojętne.

-Ale wszystko w porządku? – zapytałam znów zniecierpliwiona.

-A co ma się dziać? Jutro posprzątam. – oznajmił mi, prawdopodobnie po to, żeby jeszcze bardzie mnie zmartwić.

-Dobrze. Trzymaj się i do jutra. – odpowiedziałam, a on rozłączył się. Włożyłam telefon z powrotem do kieszeni.

Byliśmy już pod domem Emily. Pożegnałyśmy się z chłopakami i rozeszli się do domów. Uświadomiłam moją przyjaciółkę o tym, że zostanę u niej na noc. W domu posiedziałyśmy jeszcze chwilę oglądając jakiś serial i poszłyśmy spać. Nie mogłam długo zasnąć, nie tylko z powodu, że leżałam razem z Emily na jednym łóżku. Myślałam o tym, jak to było usiąść pierwszy raz przy tak wspaniałym instrumencie z tak wspaniałym chłopakiem.

~~~~

Tak, pojawił się drugi rozdział opowiadania. Mam nadzieję, że uda mi się je doprowadzić do końca. :) Mam też nadzieję, że nie ma za dużo błędów i da radę to czytać. Niedługo postaram się wstawić też bohaterów i różne ciekawostki na temat opowiadania. Oto piosenka, o której jest mówione w tekście:



Pisać będę na 100 % w weekendy, a jak w środku tygodnia, to nie wiem. Czytajcie, komentujcie ten i poprzedni rozdział, a jeśli znacie kogoś, kto lubi czytać takie rzeczy, polećcie tego bloga. Im więcej czytelników, tym lepiej.

Pozdrawiam was :)

sobota, 20 października 2012

Rozdział 1.

Wyszłam ze szkoły i razem z tłumem nastolatków zeszłam po szerokich schodach. Nadeszły wreszcie wakacje, pełne wrażeń i przygód, oraz tajemnic do odkrycia. Wiedziałam, że nie będę się nudzić ze względu na Emily, moją najlepszą przyjaciółkę, która właśnie wracała ze mną ze szkoły. Gdyby nie ona, moje życie było by smutne i całkowicie szare, ona nadawała mu kolorów. Szłyśmy ulicą, o dziwo pustą. W Teingmouth zazwyczaj było dużo ludzi, a ulice są dość ruchliwe.

-Co ty na to, żeby zajść na lody? – zapytała mnie Emily. Złapała za klamkę drzwi od sklepu i otworzyła je. Weszłyśmy, sklep był pusty więc zaczęłyśmy wybierać sobie lody. Dopiero jak podeszłyśmy do kasy, zauważyłam kogoś przy drugiej kasie naprzeciwko. Postać miała na głowie kaptur i kupowała papierosy. Spojrzałam na nadruk na bluzie. „Metallica”, ta sama co ma…

-Max? – zapytałam postać, podałam loda Emily i podeszłam do niego. – Max, czy to ty? – zdjęłam postaci kaptur. Moim oczom ukazała się twarz bardzo podobna do mojej. Mój brat był ode mnie o 2 lata młodszy i niestety wpadł w bardzo złe towarzystwo. Jakiś rok temu zaczął brać narkotyki i sam mi nawet o tym powiedział. Z resztą to ja się nim zajmowałam, rodzice nie byli rodzicami.

-Zostaw mnie siostra – zaczął się wyrywać.

Złapałam go za ramię i zabrałam mu paczki papierosów i oddałam kasjerce.

-Niech pani czasem sprawdza dowody osobiste. On jest za młody, nie ma prawa kupować papierosów. – odezwałam się do kobiety i skarciłam ją wzrokiem.

Nadal trzymając Maxa za ramię, wyprowadziłam go na zewnątrz. Słyszałam, jak Emily idzie za nami, nie była tym przerażona, wiedziała co się dzieje, była do tego przyzwyczajona.

-Czy już ciebie do reszty pogrzało? – zapytałam się go, gdy opuściliśmy sklep. – Tak ładnie zaczynasz moje wakacje? Czemu to robisz, mówiłeś, że z tym skończysz! – nie panowałam nad sobą, ale on swoim milczeniem pogarszał tylko sytuację. – odezwij się! – potrząsnęłam nim.

Spojrzał mi prosto w oczy.

-Nienawidzę cię! – wykrzyknął mi prosto w twarz.

Zamarłam. Odsunęłam się od niego i wyciągnęłam rękę w stronę pustej ulicy, dając mu do zrozumienia, żeby odszedł. Oderwał się od muru i poszedł w głąb ulicy, nie odwracając się w moją stronę. Nie wrócił poprzedniego dnia do domu na noc, więc mógł być naćpany. Nie potrafiłam do niego dotrzeć, próbowałam na wiele sposobów porozmawiać z nim i pomóc mu w tym wszystkim, ale on wydawał się głuchy i zawsze ignorował moje porady i prośby.

-Wszystko okej? – zapytała się Emily, gdy uświadomiłam sobie, że opieram się o ten sam mur co przed chwilą mój brat i patrzę za nim, lecz już był tak daleko, że zniknął mi z oczu. – masz loda, poprawi ci humor.

Emily zawsze tak reagowała na moje kłótnie z moim bratem. Wiedziała, że nie może zaczynać rozmowy na ten temat, bo właśnie to był mój najczulszy punkt. Zawsze uważała, że jestem zbyt nadopiekuńcza i że za bardzo się nim przejmowałam. Ja jednak myślę, że robię dobrze, bo przecież ktoś musi go wychować, gdy rodzice mają go gdzieś. I tak już przez nich wpadł w uzależnienie. Wzięłam od niej loda i razem ruszyłyśmy w stronę mojego domu. Po prawie 5 minutach dotarłyśmy do drzwi, otworzyłam je i weszłyśmy do środka. Oczywiście nikogo nie było, rodzice siedzieli w pracy całkowicie zafiksowani swoim światem. Rzuciłam torbę na podłogę przy schodach i wbiegłam na górę, Emily zrobiła to samo. Poszłam do mojego pokoju i położyłam się na łóżku. Patrzyłam się w sufit przez jakiś czas, usiadłam i spojrzałam na moją przyjaciółkę, która się do mnie uśmiechała.

-Co jest? – zapytałam.

-Mam pomysł, ale się nie denerwuj.

-Nom?

Spojrzała na podłogę.

-No więc wiesz, tak na zakończenie roku szkolnego, a na rozpoczęcie wakacji organizuję imprezę. – oświadczyła.

-Aha…- odchrząknęłam. – Czekaj, czekaj. Masz zamiar zaprosić ludzi czy ja się jako ostatnia dowiaduje?

-Nie obraź się, miała to być niespodzianka. Chcę, żebyś się choć na parę godzin oderwała od tej rutyny.

Westchnęłam.

-Okej, rozumiem i nie jestem zła. O której się wszystko zacznie? – spojrzałam na zegarek wiszący na mojej zielonej ścianie, była 14:00.

-O 19:00 mają wszyscy przyjść. Będzie około 20 osób, tak razem z nami. Nie martw, wszystko już jest przygotowane. A Wandy wygnałam z domu, na tę noc idzie do jakiejś tam jej koleżanki. Nie ważne jakiej, ważne że jej nie będzie na imprezie.

Wandy to jej siostra bliźniaczka. Kochały się, ale też nienawidziły, jak to siostry. Emily miała całkowicie inną sytuację w domu. Jej mama zajmowała się nimi, a tata organizował wyjazdy rodzinne w różne miejsca w Wielkiej Brytanii. Oczywiście byłam często zapraszana na te wyjazdy jako członek rodziny.

Tak jak myślałam, w plecaku mojej przyjaciółki znajdowały się ubrania i kosmetyki. Zaplanowała, że to u mnie się wyszykujemy, a dopiero po 18:00 pójdziemy do niej. Nie spieszyła się, bo jej mama wszystko przygotowała już wcześniej. Nie chciałam wiedzieć, co będzie robić, gdy jej córka będzie spożywać alkohol, ale wiedziałam, że na 100 procent jej nie będzie na ten czas w domu. Poszłyśmy do łazienki robić makijaż. Oczywiście Emily nałożyła dużo pudru i cieni, ale ja nie chciałam przesadzać, więc pomalowałam się lekko, żeby wyglądało w miarę naturalnie, ale też świeżo. Potem ułożyłyśmy sobie włosy, ja zostawiłam moje blond takie, jakie są, czyli lekkie fale opadające na ramiona. Emily zrobiła sobie warkocz, zapinając go czerwoną kokardą, kontrastującą z jej czarnymi włosami. Gdy wróciłyśmy do pokoju, zostało się tylko ubrać. Założyłam czarną sukienkę do kolan, na ramiączka. Była to najładniejsza sukienka, jaką kiedykolwiek miałam na sobie. Do tego włożyłam trampki czarne. Emily ubrała się w krótkie dżinsowe spodenki i czarny sweterek na ramiączka. Na nogi założyła buty na małym obcasie. Byłyśmy gotowe po 17:00, więc usiałyśmy jeszcze na chwilę w kuchni i wypiłyśmy po małej kawie, miałyśmy patent, jak nie zasnąć w nocy. Gdy oglądałyśmy właśnie jakiś program muzyczny, ktoś wszedł do domu i rzucił kluczyki na szafkę. Emily nie zwróciła na to uwagi, bo równie jak ja wiedziała, kto to.

-Max, wychodzę dziś do Emily na imprezę, nie będzie mnie całą noc. – powiedziałam, gdy tylko zobaczyłam go w kuchni.

-I po co mi to do wiadomości? – zapytał się odwrócony plecami do mnie.

-Tak tylko ciebie uświadamiam, żebyś później nie miał pretensji.

Wstałam i podeszłam do niego.

-Max, jak wrócę nie chcę widzieć u ciebie w pokoju żadnej dziewczyny, żadnych strzykawek, butelek po piwie, wódce czy niedopałków. Jeżeli chcesz cokolwiek robić, ma być posprzątane.

Spojrzał na mnie pytająco.

-To już nie wmawiasz mi, żebym z tym skończył? – słyszałam w jego głosie zaskoczenie.

-I tak cię nie powstrzymam. – poklepałam go po ramieniu i wróciłam do pokoju.

Minęło około pół godziny. Wzięłam małą torebeczkę, w którą spakowałam pomadkę do ust, chusteczki i perfumy. Emily wzięła swój plecak i poszłyśmy do wyjścia.

- Wychodzę! – krzyknęłam i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Nie chciałam niczego więcej mówić czy o czym innym myśleć, ten wieczór miał mnie odprężyć i oderwać od świata rzeczywistego. Miałam nadzieję, że Emily się to uda.

Po prawie 10 minutach byłyśmy już u mojej przyjaciółki w domu. Weszłyśmy do środka.

-Wow – zaskoczył mnie widok wnętrza jej salonu i kuchni. Zawsze wiedziałam, że jej dom jest duży i naprawdę ładny, ale to przewyższyło moje wyobrażenia. Wszystkie meble były tak poprzestawiane, żeby było więcej miejsca na środku. W dwóch kątach pokoju stały duże głośniki, a przy drzwiach na werandę stało kino domowe. W kuchni stała fontanna z czekoladą, obok różne owoce i wafelki, dalej kieliszki, szklanki i najważniejsze, alkohol. Ja nie piłam, zdawało mi się, że to ze względu na Maxa.

-Nieźle, co? – odparła moja przyjaciółka. – wszystko sama poprzestawiałam, a tam przy schodach tata zamontował światełka. – wskazała na nie palcem.- Ach... i spójrz do góry.

Gdy podniosłam głowę, zobaczyłam dużą, srebrną kulę dyskotekową. W tym momencie zaczęłam coraz bardziej wierzyć w tą noc. Do przyjścia gości dzieliło nas niecałe dziesięć minut, więc poszłyśmy jeszcze na chwilkę do łazienki, sprawdzić, czy wszystko jest na miejscu. W domu rozległ się pierwszy dzwonek do drzwi. Emily pobiegła je otworzyć.

-Witamy. – powiedziałyśmy w tym samym czasie do naszych gości. Była to para z naszej klasy, Kristy i Nick.

-No cześć, jeszcze nikogo nie ma? – zapytała Kristy. – To dobrze, lubimy być pierwsi. – Wzięła Nicka za rękę i weszli do środka.

Tak też przyszli do nas Margaret, James, Jasmin, Robert, bliźniaki Johnny i Will, Vicki, Ashley, Mary, Oliver, Alex, George, i Sophie. Wszystkich znałam i lubiłam, przecież przyjaciele mojej przyjaciółki, to moi przyjaciele i na odwrót. Ale zastanawiało mnie jedno, Emily mówiła o 20 osobach, a nie 17.

-Ktoś jeszcze przyjdzie? – zapytałam się Emily po pół godziny zabawy. Większość siedziała i obiadała się przy stole, a niektórzy tańczyli w rytm głośnej muzyki pop i elektro.

-Poczekaj, a zobaczysz kogo … - nie zdążyła dokończyć, gdy po raz nasty usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Poszłam razem z moją przyjaciółką otworzyć nowo przybyłym gościom.

-Cześć Emily, miło cię widzieć. – powiedział blondyn opierający się o framugę. Za nim stali jeszcze dwaj mężczyźni, jeden w ciemnych, sterczących włosach o niebieskich oczach, a drugi z lokami na głowie.

-No hej, już się bałam, że nie przyjdziecie, zapraszam. – powiedziała moja towarzyszka. Gdy chłopcy weszli, uświadomiłam sobie, kim jest blondyn. To był chłopak, którego często mijałam podczas podróży do szkoły. Mieszkał chyba nieopodal mnie. Jednak jego kolegów nie za bardzo kojarzyłam. – Zdaje mi się, że większość osób w środku znacie, ale musicie poznać moją najukochańszą przyjaciółkę. Dominic, Matt i Chris, to jest Zoey. – popchnęła mnie bliżej chłopaków. Lekko zawstydzona podałam im rękę mówiąc przy tym „miło mi cię poznać”. Po poznaniu się Emily zaprosiła wszystkich do środka i zaczęła się zabawa.

Czas mijał bardzo szybko. Nie miałam już siły tańczyć, zostałam wymęczona przez Roberta i Willa, ale również przez moją Emily i Alex. Usiadłam do stołu, żeby złapać oddech. Gdy wyciągnęłam rękę po coca-cole, ktoś mi ją zabrał, ten sam ktoś, kto usiadł w tym samym momencie obok mnie.

-Nalać ci coli? – zapytał Dominic.

-Emm.. jasne, poproszę.

Wziął moją szklankę, odkręcił zakrętkę i nalał napój do szklanki, po czym zrobił to samo ze swoją szklanką.

-Co u ciebie słychać, Zoey? – znów zadał pytanie, przełykając kolejny łyk coli.

-W porządku. – odparłam powoli. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, gdyż byłam lekko skrępowana jego towarzystwem. – A u ciebie?

-Jest okej, dzięki.

Nastąpiła cisza. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, czułam się źle, bo nie potrafiłam znaleźć jakiegokolwiek tematu do pogadania.

-Chcesz zatańczyć? – zapytał znów znienacka. – Leci muzyka, a my jako jedyni nie tańczymy. Co ty na to?

Spojrzałam na pary kołyszące się w rytm utworu lecącego z głośników. Czemu nie, przecież to nic złego.

-Okej, chodźmy.

Wstał i podał mi rękę. Poszliśmy na parkiet. Gdy mieliśmy już zacząć tańczyć, szybki utwór się skończył i zaczęła się nowa, wolna piosenka. Dominic złapał mnie za biodra i przysunął do siebie, a ja oplotłam rękoma jego szyję. Był wyższy ode mnie, więc musiałam mieć lekko ręce w górze. Zaczęliśmy tańczyć, powoli. Nie byłam w tym dobra, ale czułam się jakoś lepiej, czułam, że on mnie poprowadzi. Instynkt czy co? Nie wiedziałam tego w tamtym momencie, chyba nawet o tym nie myślałam.

-Ładnie pachniesz – oznajmił, wdychając głęboko powietrze.

-Dziękuję. Ty…- urwałam. Miałam powiedzieć facetowi, że ładnie pachnie?

-Ja co?

Oderwałam się od jego ramienia i spojrzałam mu w twarz. Pożałowałam tego natychmiast, bo był naprawdę przystojny. Mimo, że miał lekko pulchną i dziecięcą twarz, miał też w niej coś, co przyciągało wzrok i miało się ochotę westchnąć. Teraz zobaczyłam, że ma zielone oczy i włosy zafarbowane na jaśniejszy blond.

-… ty dobrze tańczysz – dokończyłam zdanie, które niepotrzebnie zaczęłam.

-Również dziękuję. – uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje białe, równe zęby. Miał naprawdę uroczy uśmiech.

Tańczyliśmy tak patrząc sobie w oczy. Na początku było to krępujące, ale potem stało się nawet przyjemnie. Pochłaniał mnie, a ja nie mogłam tego zatrzymać, nawet tego nie chciałam. Przetańczyliśmy tak ze trzy piosenki, bez słowa i kołysząc się powoli do szybkiej muzyki.

-Zdaje mi się, że już gdzieś cię widziałem. – odparł nagle.

Zaśmiałam się.

-Dziwne, jestem tego samego pewna.

Zatrzymaliśmy się i chwilę tak staliśmy. Złapał moją rękę i poprowadził na kanapę. Usiadłam tuż obok niego. Zaczął mi zadawać pytania na każdy temat. Co lubię, jaką muzykę i co jem. Zauważyłam, że nie zadał pytania na temat mojej rodziny. Mieliśmy wiele wspólnego. Też lubił muzykę rockową, też lubił gotować, ale jedyną różnicą było to, że potrafił, a ja nie. Powiedział, że ma obsesje na punkcie porządku, podobnie jak ja, lubił mieć wszystko poukładane. Był bardzo miły, taki, jaki mi się wydawał, gdy widywałam go na mieście. Cieszyłam się, że Emily go zaprosiła, jednak dobrze się spisała, realizując swój plan. Gdy tak rozmawialiśmy, podszedł do nas Matt.

-Hej Zoey, zatańczysz? – spojrzał na Dominica. – Mogę ją porwać?

-Matt, ależ oczywiście. – złapał moją rękę i przekazał ją swojemu koledze. – Tylko z łapami z daleka od niej. – szepnął do niego, gdy wstawał z sofy.

Równie miło było z Mattem. Bardzo interesująco opowiadał o teoriach spiskowych, o kosmitach i końcu świata. Był bardzo oczytany, wiedział takie rzeczy, o których nigdy nie słyszałam. Nie znałam jeszcze tego człowieka za dobrze, a już wiedziałam, jaką ma pasję. Gdy obracał mną na parkiecie, zauważyłam, jak Emily rozmawia z Dominiciem, co chwilę spoglądającym na mnie.

-Wiesz, czytałem też coś o duchach, ale ogólnie wolę Ufoludki. – zaśmiał się Matt. – Lubię pisać o takich rzeczach piosenki, a nawet…

- Czekaj. – przerwałam mu. – piszesz piosenki?

Pokiwał głową.

-Dla naszego zespołu. – powiedział. – Zastanawiamy się jeszcze nad nazwą.

-Waszego zespołu? – znów zadałam pytanie z zaskoczeniem. – Jak to waszego? Ty, Chris i Dominic macie zespół?

-Zespół rockowy, - podkreślił. – ja gram na gitarze, fortepianie i śpiewam, Dominic gra na perkusji, a Chris na basie. W następnym tygodniu mamy pierwszy występ w miejscowym domu kultury. Czuj się zaproszona. – uśmiechnął się do mnie i obrócił mną.

Tego się nie spodziewałam. Czyli Dominic, nie dość że wyglądał dobrze, był dobry z charakteru, to jeszcze grał na perkusji. Zawsze uważałam, że perkusja jest najlepszym i najtrudniejszym instrumentem, zawsze mnie pasjonowała.

Gdy skończyłam tańczyć z Mattem, wróciłam na sofę, usiadłam sama. Rozejrzałam się dookoła. Nic się nie zmieniło, jedynie trochę jedzenia ze stołu ubyło, tak samo alkoholu. Dosiedli się do mnie Emily, Matt, Chris i Dominic. Zauważyłam, że Emily oparła się o Dominica, wydawało mi się przez chwilę, że są ze sobą blisko, ale wygnałam te myśli z głowy. Obok mnie przycupnął Matt, a Chris usiadł na fotelu obok.

-Więc jak się bawicie panowie? – zapytała już całkiem pijana Emily.

-Jest super. – odpowiedzieli razem w trójkę. Poczułam, jak Matt zaczął pukać mnie w ramię.

-Tak?

-Napijesz się ze mną??- zapytał mnie, uśmiechnął się wystawiając swojego przedniego, krzywego zęba.

-Wypiłam już trochę, nie chcę wypić za dużo. – odparłam zdecydowanym tonem. – Poza tym obiecałam sobie, że nie będę niczego pić, a i tak zrobiłam przysługę Emily. - Poczułam wzrok Dominica na sobie.

Zasmucił się Matt, wiedziałam, że nie odpuści.

-No weź, proszę, nic ci się nie stanie, to tylko odrobina dobrego alkoholu. – zapewnił mnie.

Dominic nachylił się do mnie, co chyba nie za bardzo pasowało Emily.

-Idź z nim, błagam – szepnął mi do ucha. – Bo albo ciebie będzie męczył o to, że nie chciałaś iść, albo to mi będzie o tym truł. Wolałbym się wyspać jeszcze w domu. – zaśmiał się, znów pokazując swoje idealne zęby. Oderwał się ode mnie i wrócił do poprzedniej pozycji, puszczając mi oczko, a ja odwróciłam się do Matta, który nadal mnie błagał.

-No proszę, tylko dwa kieliszki. – wstał i podał mi rękę. Złapałam za nią, godząc się na jego propozycję. Podeszliśmy do barku, Matt złapał za jakąś butelkę i nalał trochę trunku do kieliszka. – Twoje zdrowie – powiedział, podając mi kieliszek.

Wypiłam całość jednym duszkiem, lekko załzawiły mi oczy, bo alkohol był dość mocny.

-Więc mówisz, że piszesz piosenki, tak? – zapytałam, otrząsając się.

-Tak, piszę. Lubię to, nawet bardzo. A że mam takich dobrych przyjaciół jak Dom i Chris, to postanowiliśmy zagrać coś razem. Zobaczysz wszystko w następnym tygodniu. – wziął mój kieliszek i znów go napełnił. – A czym ty się interesujesz? Ja zagadałem cię sobą, a o tobie mało wiem.

-Interesuję się muzyką, trochę książkami, niczym specjalnym. – wypiłam zawartość kieliszka.

-Muzyka jest czymś ważnym. Jaka dokładniej?

-Rock. – chciałam wytrzeć sobie podbródek, ale nie zauważyłam kieliszka leżącego obok mojego łokcia i zepchnęłam go z barku. Spadł na podłogę z wielkim hałasem, tłucząc się na drobne kawałki. Wszyscy goście spojrzeli w naszą stronę, nie wiedziałam, co zrobić.

-Spoko! – krzyknął Matt do wszystkich. – To tylko kieliszek się zbił!

-Jezu…

-Wystarczy Matt – odparł nachylając się obok mnie. Pomógł mi pozbierać szkło.

Byłam wyczerpana, musiałam iść na górę do Emily pokoju położyć się spać. Niestety Matt podał mi dość mocny trunek i nie wiedziałam, czy tam dojdę.

-Emily, ja idę spać na górę. Nie dam rady dłużej wysiedzieć. – przerwałam jej rozmowę z Alex.

-Już? Tak szybko? Ach, rozumiem. – machnęła do kogoś ręką. – Dom, weź zaprowadź Zoey do mojego pokoju.

Miałam to gdzieś, kto ze mną tam pójdzie, myślałam teraz tylko o miękkim łóżku i czystym śnie. Poszłam schodami na górę, a Dominic powędrował za mną. W pokoju panował porządek, ta tylko rzecz łączyła mnie i Emily. Rozłożyłam łóżko i usiadłam na nim. Spojrzałam na mojego towarzysza, który właśnie usiadł na fotelu obok łóżka.

-Mam nadzieję, że Matt nie podał ci jakiegoś mocnego świństwa. To idiota.. Nie martw się nim. Znam go bardzo dobrze i wiem, jakie rzeczy potrafią mu przyjść do dłowy. Jest nieokiełznany, serio. – znów się zaśmiał, co mi się bardzo spodobało. Mógłby to robić non stop.

Nie rozumiałam, o co mu dokładnie chodziło, ale nie chciałam się w to zagłębiać. Uśmiechnęłam się tylko do niego i zauważając zegarek na jego nadgarstku, spytałam o godzinę.

- 4:00, późna pora. Ja też niedługo będę się zbierał. – wstał z miejsca i skierował się do drzwi. – Śpij spokojnie i do zobaczenia rano.

Końcówkę jego wypowiedzi wymknęła mi i nie pamiętałam już, co powiedział. Zamknęłam oczy i powoli odpłynęłam.